Spsiały autorytet
Patrzyłem na dwie kampanie wyborcze (w Stanach Zjednoczonych i
w Kanadzie), spojrzałem na wyniki głosowań tu i tam - i jakoś mi
się zrobiło markotnie. Amerykanie głosowali jak chcieli, a kogo
wybrali - zdecyduje dziewięciu sędziów Sądu Najwyższego. Co zresztą
nie ma większego znaczenia, bo jeden do drugiego podobny jak dwie
krople wody. Kanadyjczycy głosowali, jak mieli głosować, a o linii
politycznej rządu federalnego i tak zadecydowało Ontario. Co i tak
nie ma większego znaczenia, bowiem...
Spoglądam na luminarzy polityki, nauki, dziennikarstwa, kultury
i sztuki i czegoś mi - powtarzam - markotnie.
Nie odkryłem żadnej Ameryki. Od lat już trąbią publicyści i kulturoznawcy,
że kończą nam się autorytety. Że to już nie tak jak kiedyś, kiedy
to... i tak dalej.
Narzekania na współczesność w porównaniu z przeszłością - szczególnie
płynące od osób nieco starszych niż przeciętna wieku w danym społeczeństwie
- są zawsze podejrzane. Od czasów starożytnego Egiptu, gdzie to
powstał niezwykle ciekawy papirus jednego z faraońskich skrybów.
Skryba ów narzekał, że dzisiejsza (w staroegipskim znaczeniu słowa
"dzisiaj") młodzież, to już nie to, co za jego czasów.
Nie chce uczyć się budowy piramid, tylko jakieś tańce słońca jej
w głowie.
Boję się kontynuować ten felieton, bo mnie za staroegipską mumię
wezmą.
Rzecz jednak nie w upływie czasu i wymianie pokoleń. Rzecz w "nowym
stylu" polityki i przywództwa społecznościami ludzkimi. Jeżeli
jest jakaś różnica między prezydentem Georgem Bushem a prezydentem
(jak sąd pozwoli) Georgem W. Bushem, to nie jest to różnica pokoleń
(chociaż i takowa istnieje). Prezydent George Bush zdawał sobie
sprawę, że nie jego rolą jest wypisać receptę na poprawę sytuacji.
Nie ma i nie było nigdy takiego przywódcy, który byłby o tyle mądrzejszy
od tych, którym przewodził, by wszystko za nich wymyślać - nowy
system podatkowy, nowe techniki uprawy roślin, nowe szlaki handlowe.
Rola przywódcy polega na motywowaniu, układaniu współżycia i współpracy.
Wielka angielska królowa Elżbieta Tudor nie znała się na taktyce
morskiej walki, ani na meteorologii. Jej wielkość zasadzała się
w umiejętnym poprowadzeniu życia społeczno-politycznego w jej królestwie
tak, by w kryzysowej chwili na czele admiralicji stali najlepsi
fachowcy.
Jej rola - jak to sama powiedziała skrótowo - polegała na tym,
by za Admiralicją w obronie królestwa stanęli marynarze i oficerowie,
by każdy dał z siebie tyle, ile potrafi. By razem, wspólnym wysiłkiem...
A tu prezydent jednoczy państwo swoją skłonnością do pozamałżeńskiego
seksu. Tu premier zostaje premierem, bo obiecuje, że będzie lepszy.
A właściwie - bo dyskretnie daje do zrozumienia, że ten drugi to
dopiero kawał kanalii.
I proszę mi nie mówić o pokoleniach czy "nowym stylu".
Prezydent Clinton wcale nie jest młodzieńcem (ostatecznie: za jego
córką można by się dwa razy obejrzeć), a premier Chretien zasługuje
(według stosownej ustawy) na odprawę emerytalną. Nie w wieku i pokoleniach
więc sprawa, lecz... no właśnie. W czym?
Z jednej strony - zabrakło chwilowo postaci na miarę Komendanta,
Elżbiety Tudor, Karola Młota czy prezydenta Jerzego Waszyngtona.
Z drugiej jednak (i to chyba ważniejsze) brakuje w naszym poczuciu
więzi społecznej czegoś w rodzaju poszanowania dla spraw publicznych,
dla kraju, dla narodu. Dla tego, co nasze wspólne.
I może jednak jest to sprawa pokoleniowa. Bowiem pobierałem w
szkole średniej nauki z zakresu tzw. "civics", czyli praktycznej
wiedzy o strukturze działań społecznych, o przywilejach i łączących
się z nimi obowiązkach.
A na konferencji w Montrealu na temat nauczania historii Kanady
w kanadyjskich szkołach stwierdzono, że coś jest nie tak, bowiem
wszystkie programy mówią o kanadyjskich kobietach, o kanadyjskiej
ludności rodzimej, o kanadyjskiej biedocie - nikt tylko nie napisał
programu nauki historii Kanady, zawierającego informacje o Kanadzie.
O narodzie kanadyjskim. O państwie kanadyjskim. O tym, co łączy
usque ad mare.
Kryzys autorytetu? Tak, ale nie kryzys autorytetu przywódcy. Kryzys
przewodzonych, którym wszystko spsiało, z poczuciem więzi społecznej
i odpowiedzialności narodowej włącznie.
|