Widzisz Pan?

Od kilkunastu lat piszę i mówię o potrzebie troski o język polski, jakim posługujemy się na co dzień. Kilkoma artykułami naraziłem się różnym ludziom, jednym z tekstów - nawet rodzinie. I co? I znowu czytam w patriotyczno-nacjonalistycznej publikacji słowa (cytuję, acz niechętnie) - "Państwo widzicie".

Kilkanaście lat temu (albo nieco mniej), gdy lądowaliśmy jako świeżutcy imigranci w Kanadzie, byliśmy bardzo dumni z umiejętności poprawnego mówienia po polsku. Wielu z nas z przekąsem i źle skrywanym poczuciem wyższości kpiło sobie z "flatów na drugiej podłodze" zachwaszczających polszczyznę starszych pokoleń Polonii. Oj, ile było zabawy z "cytowania" polonijnych językowych "kwiatków". Pamiętają Państwo?

Minęło kilka lat i lenistwo zwyciężyło. Dzisiaj, nagminnie słyszę równie obco brzmiące słowa płynące z ust osób jeszcze niedawno tak dumnych ze swej polszczyzny. Bywa, że muszę nieźle pogłówkować, zanim zrozumiem, co urocza koleżanka miała na myśli, mówiąc, iż właśnie zaczardżowała klienta. Ponieważ mam sporo do czynienia z komputerami, nieustannie słyszę (i - wstyd przyznać - często sam mówię) o "fajlach", "drajwach" i tym podobnych.

To jednak drobiazg. Nie miejsce w felietonie na długie i nudne rozważania lingwistyczne, ale inwazja obcego słownictwa na leksykon języka jest stosunkowo małym grzechem. Trochę drażni osoby bardziej wrażliwe, ale w gruncie rzeczy nie szkodzi językowi za bardzo. Każdy język zapożycza, każdy ulega wpływom innych języków i nie ma sensu z tym walczyć. Angielszczyzna z zapałem przyjmuje obce naleciałości, puryści walczący o czystość tego języka od stuleci już wąchają kwiatki od korzeni i jakoś nic to językowi Szekspira i Miltona nie zaszkodziło.

Rzecz w tym, iż w języku (jak w życiu) są błędy i błędy. "Zaczardżować fajla" ostatecznie można (chociaż po co, skoro jeszcze nie tak dawno owa "czardżująca" pani tak zadzierała nosa słysząc mowę Polonusów?). Ale: "Państwo słyszycie" - NIE!

Rzecz bowiem w tym, iż o czystości i poprawności języka świadczy przede wszystkim czystość i poprawność jego struktury (okropne słowo - gramatyka). Język żyje dopóty, dopóki żywe i zgodne z odczuciem większości są stosowane w nim zasady odmiany, przypisania rodzaju, konstrukcje zdań i zwrotów. Język to styl, a styl to układ elementów, a nie czystość i uroda każdego z nich. Piękno mickiewiczowskiej mowy nie polega na doborze pięknych słów, lecz na tym, że Wieszcz Adam potrafił je w piękny sposób łączyć i układać.

Zwrot, który zauważyłem (trudno było nie zauważyć, pojawił się w jednym tekście kilkanaście razy), to wyjątkowy "kwiatek". "Państwo słyszycie", "Państwo widzicie", "Państwo będziecie" i tak dalej. Niby elegancja, bo mówca zwraca się do słuchaczy per "Państwo", ale słoma z butów wystaje. Proszę przypomnieć sobie podstawy wiedzy o języku z klasy bodajże piątej. Jeżeli mówca zwraca się do grupy ludzi per "Państwo widzicie", to jak powie do jednej osoby? - "Pan widzisz?"

Elegancka forma zwracania się do innych w języku polskim zakłada użycie trzeciej osoby w odmianie czasownika: "pan widzi", "pani słyszała", "Państwo zobaczą". Autor, który mówi lub pisze: "Państwo widzicie", miesza drugą i trzecią osobę gramatyczną w jednej maleńkiej frazie i... sprawia wrażenie buca, który okrutnie stara się wyglądać i zachowywać się elegancko.

Mniejsza o to, gdyby mówił i pisał tak jakiś tam sobie jeszcze jeden "ekspat" (a, mam was, polonijne specjalisty językowe; to słówko prosto z rodzinnego Kraju!). Gorzej...

Gdy uczono mnie zawodu dziennikarza, mój mistrz, redaktor Dobrzyński wbijał mi do głowy poczucie szczególnej odpowiedzialności za to, co robię. Nie tylko pod względem wierności faktom. "Pamiętaj, że gdy wydrukujemy twoje słowa, kilka tysięcy czytelników uzna to za fakt, bo tak w gazecie napisano, więc tak musi być". Czy tego chcemy, czy też nie - pracując w środkach masowego przekazu informacji ponosimy odpowiedzialność za swą pracę. Także pod względem używanego języka. Wszak teraz tysiące torontońskich Polaków będzie żyło w przekonaniu, iż "Państwo widzicie" to prawidłowa polszczyzna!

Każdy popełnia błędy. Sam chwalę siebie samego za wyjątkowo poprawną ortografię, a jednak od czasu do czasu "palnę" coś, czego nawet komputerowy program ani sokole oko korekty (serdeczne dzięki!) nie wypatrzy. I zawsze przyjmuję z pokorą zwróconą mi w tym zakresie uwagę, bowiem zawsze gotów jestem spierać się do upadłego o prawo do żywienia swoich idei, ale nigdy nie będę walczył o prawo do popełniania błędów językowych jeżeli zarabiam na życie posługując się językiem. Trzeba mieć jakiś zawodowy honor.

Gdy więc, Szanowni Czytelnicy, po raz kolejny przeczytają Państwo na jakichś łamach, iż "Państwo widzieliście", albo "Państwo zobaczycie" - niech Państwo wiedzą, że mają Państwo do czynienia z wypowiedzią człowieka, który lekceważy tak swój zawód, jak i działalności owej konsumentów.

A przynajmniej - według norm obowiązujących w polszczyźnie jeszcze kilkanaście lat temu. Bowiem wszystko się w świecie zmienia i język polski nie jest tu wyjątkiem. Zwrot, który nie tak dawno był językowym błędem, dzisiaj jest powszechnie akceptowaną normą. I mój adwersarz piszący "Państwo widzicie" jest na bieżąco ze zmianami zachodzącymi w naszym wspólnym języku, a ja jestem - sam pan widzisz - lingwistycznym dinozaurem. Ha!