Kołysanka dla Adasia
Siedzimy z przyjacielem i narzekamy. Każdemu przecież coś w życiu
dolega, coś go irytuje, smuci lub inaczej gra na emocjach - więc
i my mamy prawo. Zapominamy o rozsądku, a wywnętrzamy zabutelkowane
na co dzień emocje.
Przyjaciela irytuje bezduszność i bezosobowość. I chamstwo. I chałturnictwo.
I lekceważenie zasad przyzwoitej roboty. Uczciwości. Z poruszeniem
opowiada, jak to "fachowcy" spaprali sprawę, wzięli pieniądze,
a w reakcji na jego skargę - zagrozili skierowaniem sprawy do sądu.
Bo oni są w porządku, tylko klient, informując publicznie o ich
partactwie, naruszył dobre imię, zniesławił i oczernił.
Jak się tu nie zdenerwować, oburzyć, załamać psychicznie?
Mnie zaś ponosi furia, bo ktoś mi ukradł kąpielówki. Zabrałem syna
na basen. Jak to z dzieckiem bywa - tu musi mieć butelkę mleka,
tam trzeba go znowu łapać, zanim wpadnie pod samochód. Dopilnuj
człowieku wszystkiego: dziecka, bagażu. Nie podołałem zadaniu -
w rozgardiaszu zostawiłem na ławce w przebieralni plastikową torbę
z ręcznikiem i kąpielówkami. W Toronto - mieście, gdzie jeszcze
za mej niezbyt dobrej pamięci można było bez obawy zostawić na ulicy
nie zamknięty samochód. Nikt nie ukradnie.
Samochodu - może nie. Ale kąpielówki i ręcznik, zanim wróciłem
z parkingu, zniknęły. Nikt nie widział. Nikt nie słyszał. Były i
nie ma.
I jak tu nie dać się w takiej sytuacji ponieść emocjom?
Idzie nam o tyle łatwiej, że znamy się z przyjacielem od lat ho
ho, albo i jeszcze więcej. Od czasu, gdy oglądały się za nami osiemnastoletnie
dziewczyny. Wiemy o sobie wiele, albo prawie wszystko. Możemy przewidzieć
swoje reakcje i komentarze. Znamy tematy, których lepiej nie poruszać.
Więc świetnie nam się udaje taki tobie kolejny seans przyjacielskiej
psychoterapii, pozwalającej wyładować frustracje lub - przeciwnie
- ubarwić na chwilę życie raz jeszcze przeżytymi uniesieniami.
Przywilej panów po trzydziestce. Z okładem.
Na dywanie u naszych stóp nas bawi się mój niemal trzyletni syn.
Powyciągał stertę zabawek oraz przedmiotów codziennego użytku, mogących
posłużyć za zabawki. Kręci korbką koparki. Potrząsa kulką z kulkami
w środku. Ogląda książeczki. Zafascynowało go jakieś pudełeczko,
więc z wielkim przejęciem usiłuje dojść - jak się tam dostać do
środka? Jak stwierdzić, co oszałamiającego kryje się we wnętrzu
małego pojemnika? Imponująca koncentracja, godne podziwu zaparcie
w dążeniu do celu.
W tło naszej rozmowy o rzeczach istotnych i przejmujących, w łoskot
wstrząsających nami emocji wkrada się dźwięk pozytywki. W stercie
najciekawszych na świecie przedmiotów Adaś znalazł resztkę zabawki,
którą kiedyś mój przyjaciel usypiał swojego syna. Z zabawki pozostało
już samo "serce" - niewielka nakręcana pozytywka, grająca
wszystkim znaną kołysankę. Jakże by inaczej - to ta sama kołysanka,
którą tyle razy nieudolnie nuciłem mojemu synkowi, mozolnie usiłując
go uśpić, gdy jeszcze nie miał nawet roku.
My gadamy, a pozytywka gra. I gra. I gra.
Zawieszam na chwilę rozważanie swoich kłopotów i zmartwień, zostawiam
przyjaciela z jego wzruszeniami i oburzeniami i spoglądam na syna.
Adaś pracowicie nakręca pozytywkę i przykłada ją do ucha. Gdy sprężyna
rozwinie się, syn raz jeszcze niewprawnymi paluszkami mozolnie kręci
pokrętłem. Pozytywka gra, Adaś przykłada ją do ucha, by nie uronić
ani nutki.
Patrzę i oczom nie wierzę. Przyjaciel, zorientowawszy się w sytuacji,
także oniemiał. Pozytywka gra, a dziecinna buzia układa się w podkówkę,
a z oczu ciekną łzy jak groch.
Nakręca pozytywkę, przykłada do ucha i płacze.
I jeszcze raz.
I jeszcze...
Kołysanka i łzy.
Więc proszę mi powiedzieć - jak zmierzyć i porównać głębię i intensywność
emocji wstrząsających duszą mojego przyjaciela, moją oraz serduszkiem
jeszcze nawet nie trzyletniego dziecka? Jak zważyć i ocenić: co
ważniejsze - oburzenie mojego wystrychniętego na dudka przyjaciela,
czy przepastny smutek mojego syna, słuchającego zapamiętanej z niemowlęctwa
kołysanki?
Co w tej chwili, dzisiaj, w sobotnie letnie popołudnie i w ostatnim
roku Milenium - ważniejsze, istotniejsze, pilniejsze?
Czym mamy się zająć już teraz, zanim będzie za późno?
Cicho, synku. Śpij, Adaśku. Już dobrze, malutki.
|