Przetnij kabelek

Piszę słowa. Starannie dobieram je, by układały się we frazy, zdania. Potem w większe fragmenty dziennikarsko-felietonistycznej prozy. Szukam sposobów, by znaczeniem (pierwotnym i wtórnym) słów, kształtem skomponowanych zwrotów, skojarzeniami, jakie zdołam wywołać u czytelnika - coś przekazać, coś udowodnić, coś poruszyć w mózgownicy, by na chwilę odwróciła się od przygłupiej papki, którą specjaliści od środków masowego ogłupiania starannie zaklejają wszelkie kanały komunikacji.

Aż tu jakiś baran pisze do mnie, że nie będzie czytał mojej pisaniny, bo mu się jeden zwrot nie spodobał. O tempora, o mores!

Do czego służy człowiekowi język? Ano, do porozumiewania się. Do transportu ulotnej myśli z jednej głowy do drugiej. Wprawdzie kable i przewody łączą już niemal wszystko w naszych domach. Wprawdzie - jak to mówiono w jednym z dawnych mądrych programów radiowych - kiedyś był Kain i Abel, a teraz jest ein Kabell, lecz nikt jakoś jeszcze nie wymyślił kabelka do łączenia ludzkich mózgów.

Pracują nad tym problemem panowie inżynierowie, komputerowcy, łącznościowcy. Wymyślili już Virtual Reality - komputerowo symulowany wszechświat, który poprzez specjalne okularki i słuchawki (oraz kilka innych przystawek) wdziera się niemal bezpośrednio do naszych mózgów i zasadza tam przeróżne koncepty. Widziałem taki spektakl - nie, drogi odbiorco niniejszego przekazu, nie sam przekaz Virtual Reality, ale spektakl faceta podłączonego kabelkami do komputera i przeżywającego pobyt w ułudnym świecie cyfrowo dla niego wykreowanym. Przypominał robota drutami sterowanego. Zgroza.

Ja wolę inaczej. Nie dla mnie kabelki i cyfrowo sterowane kosmosy. Ja biorę kufel piwa i zanurzam się w wymianę zdań i opinii, wrażeń i opowieści, tekstów mniej lub bardziej artystycznych - by potęgą moich neuronów wykreować w moim mózgu obraz lub koncepcję - oryginalną, niepowtarzalną, moją. Lubię gwarzyć z innymi należącymi do mojego podgatunku - ludzi myślących. Lubię wymieniać poglądy. Czasem na tej wymianie stracę, czasem straci ktoś inny. Jest ciekawie. Coś się dzieje.

Katalizatorem tego handlu wymiennego na poglądy, opinie i wrażenia jest język. Właśnie dlatego, że jest nieco nieuporządkowany, niejasny, niejednoznaczny. Dlatego, że każde słowo, każde zdanie ma nieco odmienne znaczenie dla tego, który je spuścił na wody oceanu myśli i przemyśleń, i dla tego, który je z wód owych wyławia. Słucham pańskiej wypowiedzi i w tej samej chwili gram z panem w zgaduj-zgadulę. W którym słowie klucz do zrozumienia sprawy? Którym słowem mówi mi pan, a którym zaciemnia sprawę? Gdzie zwrot, który odwrócił nas od siebie, który sprawił, że szliśmy razem jedną drogą do wspólnego celu, aż tu nagle rozeszły się nasze ścieżki?

Wielce to wszystko skomplikowane. Lingwiści piszą naukowe prace na temat kontekstów i podtekstów, konotacji i denotacji (służę słownikiem wyrazów coraz bardziej obcych), na temat figur stylistycznych i figur akrobatycznych, demonstrowanych przez mówców lub pisarzy, dążących do połamania nam kręgosłupa moralnego przy pomocy wygibasów myślowych. Coraz trudniej się w tym wszystkim rozeznać. Bywało, że sprawę załatwiał prosty dialog trzech słów na dwa głosy: "Ociec, prać?" "Prać!". Teraz trzeba napisać dysertację doktorską o dyskryminacji określonych warstw społecznych poprzez ograniczenia w dostępie do środków odkażania odzieży.

Sprawa jest śmiesznie prosta. Wraz z upowszechnieniem edukacji na wszystkich możliwych szczeblach w tempie odwrotnie proporcjonalnym zanika umiejętność czytania i pisania. Czy to nazwiemy zjawiskiem politycznej poprawności, czy lenistwem umysłowym, czy wreszcie upadkiem obyczajów i zanurzeniem się czasów w otchłań Srebrnego Wieku (z perspektywą Wieku Brązowego, aż po miejsca punktowane) - wszystko jedno. Sprowadza się to zjawisko do prostej konkluzji. Coraz mniej ludzi potrafi czytać, coraz mniej ludzi potrafi mówić, coraz mniej potrafi, chce i ma potrzebę słuchać lub czytać co mają do powiedzenia lub napisania inni. Otumanieni językiem prostym, łatwym i przyjemnym, przyzwyczajeni do pisaniny na poziomie komiksów, gdzie autorowi obcina się premie, jeśli użyje w tekście więcej niż 300 różnych słów, a wywala się go z roboty za użycie zdania podrzędnie złożonego - zagubiliśmy umiejętność posługiwania się jedynym wynalazkiem, który naprawdę odróżnia człowieka od tzw. naczelnych: językiem nadającym się do wyrażenia wieloznaczności i nieokreśloności.

Wkraczamy w erę kabelków od mózgu do mózgu. Zniechęca mnie do tej koncepcji fakt, że najłatwiej jest połączyć kabelkami poszczególne urządzenia tak, by prąd płynął tylko w jedną stronę. Jak - nie przymierzając - kabelki od magnetofonu do głośnika. Nie chcę być głośnikiem.