Uśmiech z pokorą
Podobno każda chmura ma srebrną podszewkę. Czasami bardzo trudno
dojrzeć jakiś błysk w sytuacji naprawdę trudnej, ale warto zrobić
ten wysiłek. Tym bardziej, gdy już zjedliśmy wszystkie rozumy i
niewiele nas na tym świecie może zadziwić.
Mój czteroletni synek zapadł na bardzo ciężką chorobę. Czym jest
taka informacja dla ojca - nie będę tłumaczył. To nie jest zagadnienie
felietonowe. Co najwyżej - może być zagadnieniem felietono-twórczym,
o czym poniżej.
Terapia Adasia przebiega i będzie przebiegała przez najbliższe
lata. Zaprzągł się do tego potężny sztab fachowców najlepszego szpitala
dziecięcego w metropolii i jednego z najlepszych szpitali dziecięcych
świata. Leczą, obserwują, badają wyniki i skuteczność. Konsultują
z ponad pięćdziesięcioma innymi szpitalami kontynentu. Robią co
mogą, co może współczesna medycyna. Chwała im za to i podziękowanie
najszczersze.
Gdy jednak ojciec patrzy na chorobę dziecka - punkt widzenia na
zagadnienie jest nieco odmienny. Wiem, że do wyleczenia Adasia zaprzęgnięty
został cały potencjał współczesnej medycyny. Wiem, że robione jest
wszystko, co da się zrobić.
Wiem zarazem, że we dnie i w noce krąży mi pod czaszką myśl - A
co, jeżeli jest jeszcze coś, co można byłoby zrobić, a nie zrobiłem?
I co to takiego?
Nadarzyła się okazja udać się po pomoc do przedstawiciela tzw.
medycyny niekonwencjonalnej - Pawła Połoneckiego. Skorzystać czy
zlekceważyć?
Nie ukrywam, że do medycyny niekonwencjonalnej odnoszę się z dużą
ostrożnością. Nieufność moja wynika z kilku przesłanek. Jedną z
nich jest obrzydliwy materializm zaszczepiony mi jeszcze w szkole
podstawowej przez doskonałą panią od matematyki, fizyki i chemii.
Tak pięknie i wyraziście wszystko to tłumaczyła nam, dziesięcio-
i dwunastolatkom, że już na zawsze została mi w głowie wizja świata
jako obłędnie gigantycznego mechanizmu atomów i cząsteczek, poruszających
się po określonych torach na mocy określonych praw.
Wizja na tyle silna, że w kilka lat później zrezygnowałem z matematyki
i wybrałem się na studia humanistyczne, bo tam jeszcze było coś
nowego do odkrycia.
Kolejną przesłanką mojej nieufności do medycyny niekonwencjonalnej
były moje osobiste z nią spotkania. Łatwo się domyśleć, że niefortunne.
Niekonwencjonalni medycy wyleczyli mnie jedynie z kilkuset dolarów
i resztek chęci do korzystania z ich usług.
To ja - a Adaś? Zabrać dziecko do Pawła Połoneckiego? Czy zawierzyć
medycynie konwencjonalnej?
Zabrałem. Nie ukrywam - z przeświadczeniem, że nic to nie zaszkodzi.
Weszliśmy do gabinetu, Paweł Połonecki przyłożył dłoń do pleców
Adasia i natychmiast ujrzałem na twarzy syna pierwszy od wykrycia
choroby szczery, radosny uśmiech. Dzieciak śmiał się do rozpuku,
jak na najlepszym przedstawieniu kabaretowym. Adaś ma cztery lata,
nie dojdę, co go tak rozśmieszyło, ale czy to ważne?
Wracaliśmy - już spokojniej - a mnie w głowie rozjaśniało. Jakby
pod wpływem energii Pawła Połoneckiego. Nie mam pojęcia, co to za
energia. Nie mam pojęcia, co rozśmieszyło mojego synka. Nie mam
pojęcia, o co w tym wszystkim chodzi.
Mam natomiast głębokie przekonanie, że - przynajmniej od czasu
do czasu - warto zawiesić na haku wrodzony lub nabyty cynizm. Wrodzoną
lub nabytą nieufność. Warto raz na jakiś czas odstawić na bok tę
kolekcję wiedzy i poglądów, doświadczeń i opinii, które gromadzimy
przez całe życie i - gdy już sięgniemy tzw. wieku trolejbusowego
- która przesłania nam widok świata.
Wiele wiemy, ale nie wszystko. Wiele rozumiemy, ale nie wszystko
zostało zbadane. Wiele rzeczy jest oczywistych niesłychanie - ale
nie wszystkie. Nie zawsze. A może nawet - ta sama rzecz jest oczywista
dla mnie, ale nie jest oczywista dla kolegi przy sąsiednim stoliku.
I to nie tylko w zakresie medycyny konwencjonalnej lub nie. Chyba
nawet najczęściej nie w zakresie medycyny. Także w zakresie działalności
politycznej i społecznej, w twórczości dziennikarskiej, w stosunkach
międzyludzkich i ich naprawianiu...
Kuracja dłonią Pawła Połoneckiego miała charakter złożony - przekazała
mojemu synkowi energię do walki z chorobą i dodała nieco zbyt pewnemu
swojej racji felietoniście światopoglądowej pokory.
Dziękuję, panie Pawle. Za uśmiech Adasia też.
|