Dzielny szkuner "Nancy"

Wojna 1812 roku między Stanami Zjednoczonymi a Kanadą rozgrywała się przede wszystkim w bataliach regularnych wojsk i ochotniczej milicji w południowej części dzisiejszego Ontario. Miała ona jednak też mało znane, ale jakże ciekawe epizody morskie, a właściwie - jeziorowe. Jednym z bardziej dramatycznych są losy niewielkiego szkunera "Nancy".

Stateczek zbudowano w 1789 roku dla potrzeb handlu futrami na Wielkich Jeziorach. Dlatego też był on wyjątkowo zwrotny, by mógł manewrować w trudnych do nawigacji kanałach jeziorowego wybrzeża. Przez dwadzieścia trzy lata szkuner pracowicie służył zamierzonym celom, ale z nadejściem wojny 1812 roku niewielka 25-metrowa jednostka została zarekwirowana przez armię generała Brocka. Jej misją było dostarczanie zapasów amunicji i wyposażenia do Fortu Michilimackinac, strategicznie niesłychanie ważnego garnizonu położonego między jeziorami Huron i Michigan, a określanego mianem "Gibraltaru Wielkich Jezior". Zajęty przez Brytyjczyków zaraz na początku wojny fort zapewniał nieprzerwany dopływ futer z kanadyjskiego zachodu i w znakomity sposób poprawiał sytuację finansową kanadyjskich kupców, co też nie było bez znaczenia dla ich nastawienia do wojny.

Podczas jednak gdy batalia na lądzie między siłami Stanów Zjednoczonych i Kanady miała raczej remisowy charakter, starcia na wodzie Wielkich Jezior zdecydowanie lepsze wyniki dawały stronie amerykańskiej. Po zwycięstwie w bitwie na jeziorze Erie 10 września 1813 roku amerykańskie okręty praktycznie panowały na wodach jezior. Ostateczne przecięcie drogi zaopatrzeniowej do Fortu Michilimackinac uniemożliwiała im jedynie właśnie niewielka, stutonowa "Nancy".

Amerykanie polowali na mały szkuner z zacietrzewieniem, ale bezskutecznie. Sprawna i szczęśliwa jednostka wymykała się wszelkim pułapkom. Tymczasem jednak sytuacja załogi Fortu Michilimackinac stawała się z dnia na dzień coraz gorsza. W końcu pułkownik Robert McDouall wysłał "Nancy" do ujścia rzeki Nottawasaga w głębi zatoki Georgian Bay po zapasy. Tym bardziej, że Amerykanie podjęli atak na fort przy pomocy flotylli kapitana Arthura Sinclaira, wiozącej tysiąc żołnierzy dowodzonych przez pułkownika George'a Croghana. Atak nie powiódł się, ale flotylla postawiła wziąć 150-osobową załogę fortu głodem i zablokowała dostęp do placówki przez wody jeziora. Amerykanom pozostało do wykonania jedno zadanie - uniemożliwić dostawę pożywienia załodze fortu, a więc pochwycić ostatni w rękach Brytyjczyków statek zdolny uzupełniać te zapasy, czyli szkuner "Nancy".

Stateczek wyśledzono w zatoce Georgian Bay i kapitan Sinclair wybrał się z misją zniszczenia okrętu na pokładzie flagowej jednostki "Niagara" w eskorcie dwóch szkunerów "Tigress" oraz "Scorpion". "Nancy" pod dowództwem porucznika Millera Worsleya nie zdołała tym razem wymknąć się z pułapki, zamknięta na wodach zatoki Georgian Bay. Porucznik Worsley usiłował ukryć statek w wodach rzeki Nottawasaga. "Nancy" wciągnięto trzy kilometry w górę płytkiej rzeki, gdzie załoga przygotowała stanowiska obronne, montując na nich trzy armaty zdjęte z pokładu szkunera.

Amerykanie odkryli jednak kryjówkę dzielnego statku i 13 sierpnia 1814 roku rozpoczął się nierówny bój. Umocnienia przygotowane przez załogę "Nancy" nie na długo powstrzymały przeważające siły Amerykanów. Ściągnięte z pokładów amerykańskich okrętów działa rozniosły w pył umocnienia Brytyjczyków i wywołały pożar na pokładzie "Nancy".

"Wrogowie dotkliwie odczują utratę 'Nancy' i sześciomiesięcznych zapasów dla garnizonu w Mackinac" - napisał w raporcie zadowolony z siebie kapitan Sinclair.

Taki był tym czasem koniec szkunera "Nancy", ale nie był to koniec dzielnej załogi statku pod dowództwem porucznika Millera Worsleya. Amerykanie zablokowali im ucieczkę z rzeki Nottawasaga, ale porucznik Worsley nie wycofał oddziału do głównej kwatery sił w Yorku (czyli Toronto). Gdy Amerykanie odpłynęli, Worlsey załadował załogę i uratowaną część ładunku "Nancy" na łodzie i po sześciu dniach stawił się w Forcie Michilimackinac, pokonując pięćset kilometrów wód jeziora załadowanymi po krawędzie burt łodziami. Gdy dotarł do celu, ku jego zaskoczeniu ujrzał amerykańskie szkunery "Tigress" i "Scorpion", winne zatopienia jego statku, jak blokowały dostęp do brytyjskiej placówki.

Mimo blokady, porucznik Worsley dostarczył do fortu przywiezione zapasy, a następnie uzyskał zgodę dowódcy fortu, pułkownika McDoualla na podjęcie ataku na amerykańskie jednostki. Dowodząc załogą "Nancy" i pięćdziesięcioma żołnierzami pułku Royal Newfoundland porucznik Worsley odczekał aż amerykańskie statki rozdzieliły się i w nocy 3 września skrycie zaatakował załogę "Tigress". Walka była krótka, aczkolwiek - jak notują relacje - bardzo zacięta, bo załoga "Nancy" chciała bardzo wyraźnie pomścić zatopienie swojego szkunera. Po pięciu minutach boju Amerykanie zrezygnowali z dalszego oporu.

Zajęty przez Brytyjczyków szkuner spokojnie pozostał na kotwicy i czekał na powrót drugiej jednostki flotylli. W dwa dni później "Scorpion" wpłynął do zatoki i niczego nie podejrzewając zakotwiczył w pobliżu współtowarzysza blokady. Przed świtem 6 września brytyjska załoga "Tigress" pozwoliła okrętowi zdryfować w kierunku "Scorpiona" i rozpoczęła walkę przy pomocy jedynego działa na pokładzie szkunera. I tym razem bitwa była zacięta i krótka. Zanim kapitan Sinclair na pokładzie "Niagary" zdążył dotrzeć do swojego dowództwa w Waszyngtonie i zameldować o sukcesie zatopienia "Nancy", sytuacja na wodach jezior uległa dramatycznej zmianie. Obie pozostawione przez niego pod fortem Michilimackinac jednostki flotylli wpadły w ręce brytyjskie, zatopienie szkunera "Nancy" pomszczono, a załoga Fortu Michilimackinac już do końca wojny nie musiała obawiać się o brak zapasów czy amunicji.

Gdy wojna dobiegła końca, brytyjska marynarka wojenna wypłaciła właścicielom "Nancy" sowite odszkodowanie w wysokości 3943 funtów i pięciu szylingów, ale o samym statku zapomniano. Dopiero w 1911 roku lokalny historyk C. H. J. Snider odnalazł resztki "Nancy" w piachu u brzegu rzeki Nottawasaga. Zwęglone szczątki wydobyto i 14 sierpnia 1928 roku, dokładnie w 114 lat po spaleniu statku, na wyspie nazwanej Nancy Island otwarto pierwsze muzeum poświęcone dziejom dzielnej jednostki i jej załogi. Od 1968 roku cała ekspozycja stanowi część Muzeum Wielkich Jezior w Wasaga Beach.