Książę zmarł w chacie osadnika
Wczesne dzieje Górnej Kanady zawierają między innymi historię krótkiej
kadencji księcia Richmond na stanowisku gubernatora generalnego
kolonii. Weteran bitwy pod Waterloo, niestrudzony żołnierz i wytworny
arystokrata, zmarł w ubogiej chacie osadnika w sercu Ontario. Przyczyną
śmierci księcia było ugryzienie psa.
Charles Lennox, czwarty książę Richmond i Lennox, gubernator generalny
Kanady zwrócił na siebie po raz pierwszy uwagę jeszcze jako młody
oficer słynnego pułku Coldstream Guards. W następstwie jakiegoś
sporu, wyzwał on swojego dowódcę pułku na pojedynek. Rzecz w tym,
iż jego dowódcą był nie kto inny lecz książę Yorku, syn panującego
właśnie króla Jerzego III.
Nie skonfundowało to młodego arystokraty. 25 maja 1789 roku dwaj
przeciwnicy stanęli naprzeciwko siebie na polach Wimbledonu i gdy
padła komenda "Pal!", młody Charles Lennox pospiesznie
pociągnął za spust, chybiając głowę przeciwnika o milimetry. Regułom
pojedynków stało się zadość, ale młody dumny arystokrata upierał
się, by jego przeciwnik, który wstrzymał się ze strzałem, także
wypalił. Książę Yorku ostatecznie wystrzelił wysoko w powietrze
i oszczędził być może życie porywczego arystokraty.
Po latach służby jako gubernator Irlandii książę Richmond osiadł
w Brukseli. I tu właśnie w jego rezydencji w maju 1815 roku odbył
się legendarny bal w przeddzień bitwy pod Waterloo. Zaproszono wszystkich
oficerów wojsk księcia Wellingtona. Następnego dnia co najmniej
połowa z nich poległa w krwawej bitwie, która położyła kres cesarstwu
Napoleona Bonaparte. Na polu bitwy pojawił się także niemal pięćdziesięcioletni
książę Richmond. W kluczowym momencie batalii bez większych obaw
wziął udział w słynnej szarży pułku dragonów Inniskillin. I raz
jeszcze los oszczędził jego życie.
W trzy lata później książę Richmond otrzymał nominację na gubernatora
generalnego Kanady. Wraz z rodziną wsiadł na pokład okrętu "Iphigenia"
i w lipcu1818 roku dotarł do Quebeku. Witali go między innymi liczni
weterani pułków księcia Wellingtona, przybywający do Kanady jako
osadnicy.
Dla uczczenia przyjazdu nowego gubernatora, około czterystu osadników
wojskowych jeszcze w porcie Quebeku postanowiło, że nowa osada,
jaką mieli wznieść w sercu nowej ziemi, będzie nosiła nazwę Richmond.
Żaden z nich jeszcze nie widział miejsca, gdzie osada miała powstać,
ale nazwę już mieli. Okazała się starsza od samej osady.
Osadnicy z pułku Prince Regent Royal Regiment of Foot skierowani
zostali w rejon, przez który później miał przebiegać kanał Rideau.
W 1819 roku były to jeszcze dziewicze puszcze, ale nadania były
hojne. Każdy z szeregowych żołnierzy otrzymywał sto akrów (około
40 hektarów) ziemi do zagospodarowania, sierżanci mogli liczyć na
dwieście akrów, porucznicy na czterysta, a kapitanowie na osiemset
akrów. Mieli tę ziemię zagospodarować i - w razie potrzeby - bronić.
Jednym z ośrodków, z którego rozlokowywani byli osadnicy, okazała
się niewielka osada na brzegu rzeki Jock wpływającej do rzeki Rideau,
gdzie zagospodarował już częściowo swoje nadanie pierwszy osadnik
w okolicy, niejaki Chapman. Zanim jednak dotarli w to miejsce, setki
namiotów i prymitywnych szałasów powstało u podnóża wodospadu Chaudiere,
w miejscu nazwanym przez nich Richmond Landing. Pierwszym zadaniem
była budowa drogi z Richmond Landing do miejsca, w którym miało
powstać miasto Richmond, odległego o około dwadzieścia mil.
Pierwsza zima okazała się wyjątkowo ostra, mimo iż niemal wszyscy
osadnicy, ich żony i dzieci zostali już przeniesieni do w miarę
stałych budynków. Zdarzyło się nawet, że podróżujący z Richmond
Landing do Richmond osadnik zamarzł przy drodze na śmierć, utknąwszy
w śniegu. Wraz z nadejściem wiosny i osadnikom w okolic Richmond
poprawiły się humory. Tym bardziej, gdy dowiedzieli się, że ich
osadę ma odwiedzić sam gubernator generalny kolonii, książę Richmond.
Gubernator generalny, odbywający podróż po osadach w rejonie rzeki
św. Wawrzyńca, opuścił pokład statku w Kingston i piechotą ruszył
przez bezdroża w kierunku Perth. Stąd, osiemnastego sierpnia 1819
roku książę Richmond, mimo marnego samopoczucia, wyruszył w dalszą
drogę ledwo przetartym szlakiem przez lasy, mając nadzieję osiągnąć
odległą o trzydzieści mil osadę Richmond. Przedzieranie się na piechotę
przez okoliczne bagna okazało się jednak trudnym zadaniem i około
północy książę dotarł tylko do gospodarstwa osadnika, sierżanta
Vaughana. Niedomagający wyraźnie książę pozostał w gościnie u skromnych
gospodarzy, a jego adiutanci pospieszyli do wioski Richmond z nowiną.
Mieszkańcy Richmond uradowali się wiadomością o przybyciu gubernatora
i stawili się rankiem w gospodarstwie sierżanta Vaughana, by razem
poprowadzić księcia do swojej, nazwanej na jego cześć osady. Tu
książę Richmond ulokował się wygodnie w tawernie zbudowanej przez
sierżanta Hilla, gdzie wieczorem urządzono wydane przez księcia
przyjęcie.
Przybyli na uroczystość osadnicy zauważyli jednak, że książę czuje
się nie najlepiej i wyraźnie doznaje wstrząsów na widok zwykłej
wody. W miarę postępów wieczoru, książę był w coraz gorszym stanie,
aż w końcu musiał opuścić zaproszonych przez siebie gości. Pułkowy
lekarz, doktor Collis usiłował podać gubernatorowi jakieś lekarstwa,
ale książę odmówił przyjęcia jakiejkolwiek terapii i tylko spędził
noc na maszerowaniu po izbie.
Rano, książę Richmond poczuł się nieco lepiej i świta ruszyła w
drogę powrotną. Książę chciał w dwa dni dotrzeć do osady Hull nad
rzeką Ottawa, skąd już łodziami mógłby wrócić do Montrealu i następnie
Quebeku. Część drogi grupa towarzysząca gubernatorowi miała odbyć
wodą, rzeką Jock. Tu jednak książę stracił panowanie nad sobą, wyskoczył
z łodzi na brzeg i pobiegł w las. Po przebiegnięciu około dwóch
mil dotarł do gospodarstwa pierwszego osadników w tym rejonie, Chapmana.
Wyczerpany chorobą książę Richmond padł w stóg siana. Mimo pomocy
lekarskiej, w skromnej chacie osadnika brytyjski arystokrata, książę
Richmond i Lennox, gubernator generalny Kanady zmarł na wściekliznę.
Jak twierdzą współcześni, książę zaraził się wścieklizną od oswojonego
lisa, którego pogłaskał w czasie pobytu w Sorel kilkanaście dni
wcześniej. Sam książę, zanim zmarł, w liście do córki Mary Lennox
napisał, że powodem jego śmierci był jej pies. Gdy książę golił
się w swojej rezydencji, zaciął się w podbródek, a córka podniosła
ulubieńca i kazała mu polizać książęcy podbródek dla załagodzenia
rany. Wkrótce potem u psa stwierdzono wściekliznę. Umierający w
ontaryjskiej dziczy weteran bitwy pod Waterloo był przekonany, że
oto padł ofiarą miłości do zwierząt.
|