Pierwsza tajna policja
W dobie zagwarantowanych konstytucją swobód obywatelskich i ścisłej
kontroli wymiaru sprawiedliwości nad działaniami policji warto czasem
przypomnieć sobie z jakich przyczyn i w jakich okolicznościach narodziła
się krótkotrwała formacja pierwszej kanadyjskiej tajnej policji.
Jej krótka historia może uświadomić cele, jakim formacja taka może,
albo powinna, służyć.
Gdy za południową granicą Kanady rozgorzała wojna secesyjna, zdarzało
się, że jej boje wkraczały - aczkolwiek marginalnie - na terytorium
kanadyjskie. W październiku 1864 roku jedno z takich starć w St.
Alban's w stanie Vermont zakończyło się dopiero, gdy czternastu
konfederatów trafiło do montrealskiego więzienia. Kanada pozostawała
w tej wojnie neutralna, ale część kombatantów traktowała ten kraj
jako bezpieczny azyl. Wielu południowców osiadło w Kanadzie, przede
wszystkim w Montrealu, a administracja kolonii całkiem uzasadnienie
podejrzewała, że są wśród nich także i szpiedzy.
Dyplomatycznym efektem rajdu konfederatów na St. Alban's była konieczność
ukrócenia tej aktywności południowców, by nie narażać się buńczucznej
administracji w Waszyngtonie na ponowną próbę inwazji ziem kanadyjskich,
jak to miało miejsce pięćdziesiąt lat wcześniej w trakcie wojny
1812 roku. Dlatego też prokurator generalny kolonii John A. Macdonald
postanowił utworzyć specjalną grupę detektywów, której zadaniem
będzie ochrona granic Kanady przez działalnością szpiegowską. Na
organizatora Western Frontier Constabulary wybrano Gilberta McMickena.
Gilbert McMicken był z urodzenia Anglikiem, ale wychował się w
Szkocji, a w wieku 19 lat wyemigrował do Kanady. Okazał się człowiekiem
o żywych zainteresowaniach politycznych i szybko znalazł licznych
znajomych i przyjaciół, uzyskując dla siebie kolejne drobne lokalne
urzędy, a nawet urząd pierwszego burmistrza Clifton i mandat poselski
z okręgu wyborczego w Welland. Poznał gdzieś także przyszłego pierwszego
premiera Kanady, a ten zapamiętał postać - między innymi - doświadczonego
inspektora celnego.
Niewiele z instrukcji udzielonych McMickenowi przez Macdonalda
ostało się na piśmie. Wiadomo jednak, że jednym z najistotniejszych
zadań postawionych przed detektywami McMickena było zlikwidować
plagę amerykańskich agentów rekrutacyjnych, którzy różnymi metodami
(łącznie z upijaniem lub oszałamianiem ofiar i transportowaniem
ich przez granicę), starali się dla swoich amerykańskich pułków
zdobyć dodatkowego rekruta z Kanady. Detektywi pierwszej kanadyjskiej
tajnej policji walczyli z tzw. "crimpers" mozolnie, ale
z ograniczonym sukcesem. "Możemy tylko mieć nadzieję, że ci,
którzy nie zginą, po zakończeniu wojny wrócą do Kanady mądrzejsi
i zaznajomieni z wiedzą wojskową" - napisał w liście do Gilberta
McMickena przyszły premier Kanady.
Gilbert McMicken okazał się energicznym, a nawet niestrudzonym
organizatorem tajnej policji. Wykorzystał wszystkie swoje znajomości,
by dotrzeć do ludzi, którzy mogli ułatwić mu wykonanie jego zadania
i to zarówno po stronie kanadyjskiej jak i amerykańskiej. Dotarł
do gabinetu burmistrza Detroit, a stąd uzyskał list polecający do
burmistrza Buffalo, wychwalający go jako "właściwego człowieka
na właściwym miejscu". Z początkiem roku 1865 udało się McMickenowi
zwerbować umieścić kilkunastu swoich agentów w głównych miejscowościach
granicznych i głównych węzłach komunikacyjnych kolonii. Przyjęte
przez niego zasady działania były proste - ponieważ aparat policyjny
był bardzo nieliczny i zupełnie nie zbiurokratyzowany, funkcjonariusze
tej policji mieli bardzo dużo swobody i wiele zależało od ich osobistej
inicjatywy, jak również od ich umiejętności nawiązywania współpracy
z lokalną administracją.
Każdy obejmujący stanowisko agent otrzymywał kopię specjalnego
rozkazu nr 1. Stwierdzono w nim, że agent nie może ujawniać prawdziwego
charakteru swojego zajęcia, że ma usilnie starać się wykryć zawczasu
wszelkie plany zakłócenia spokoju publicznego lub naruszenia neutralności
kanadyjskiej. "Aktywnie i z troską będziesz wszelkimi sposobami
usiłował wykryć jakikolwiek plan, spisek, organizację, lub próbę
zakłócenia harmonii i pokoju w stosunkach między rządem Jej Królewskiej
Mości i narodem Kanady a narodem i rządem Stanów Zjednoczonych"
- czytamy w specjalnym rozkazie nr 1.
Każdy z agentów Gilberta McMickena otrzymał także specjalną legitymację,
a raporty do centrali (czyli do rąk szefa) miały napływać regularnie
w każdą środę i sobotę.
Agenci okazali się dobrze dobrani. Meldunki pozwoliły na ustalenie
sympatii lokalnych władz z amerykańskimi agentami rekrutacyjnymi
i w kilku przypadkach zapobiegły porwaniu kanadyjskich rekrutów
do amerykańskiego wojska. James Allen zdołał praktycznie wygonić
amerykańskiego agenta z Port Colborne, grożąc mu fizyczną przemocą,
jeśli nie wyniesie się z miasta.
Co ciekawe, agenci Gilberta McMickena działali w warunkach pionierskich
i nie zawsze mogli polegać na pomocy lokalnej mundurowej policji.
A jednak, pierwsza kanadyjska tajna policja pozostała - wbrew sugestiom
niektórych jej agentów - nie uzbrojona. Bronią detektywów McMickena
pozostała spostrzegawczość. Wszyscy oni też spędzali znaczną część
swojego dnia pracy na mieście, w lokalach publicznych i miejscach
szczególnej aktywności. Charles Spence, agent działający w London,
regularnie krążył po ulicach miasta i nawet zdołał wyśledzić trzech
amerykańskich żołnierzy na Dundas Street. Ich śladem trafił do lokalu,
który następnie okazał się być ośrodkiem działalności amerykańskich
agentów rekrutacyjnych.
Jednym z najskuteczniejszych agentów okazał się Thomas Beech. Zdołał
on zdobyć zaufanie środowiska radykalnych działaczy irlandzkich
i uzyskał stosunkowo wysoką rangę w tzw. Towarzystwie Feniańskim,
organizującym napady zbrojne na terytorium Kanady, by dążyć do wyzwolenia
Irlandii. Meldunki Thomasa Beacha w znacznym stopniu przyczyniły
się do czujności władz Kanady i ostatecznej porażki Fenian.
Gdy wojna secesyjna zakończyła się, znikła też potrzeba dalszego
istnienia tajnej policji w Kanadzie. Gilbert McMicken kontynuował
jeszcze przez jakiś czas podobne zadania, zajmując się między innymi
sprawą bezpieczeństwa pierwszego parlamentu Kanady i ochroną ważnych
gości państwowych, ale ostatecznie zrezygnował z dalszej pracy z
racji podeszłego wieku i osiadł w Manitobie, gdzie zdążył jeszcze
ponownie podjąć karierę polityczną w lokalnej legislaturze. Charakter
jego dokonań na straży neutralności Kanady sprawił, że bardzo szybko
o nim zapomniano, a dokonania Western Frontier Constabulary zniknęły
z pola uwagi nawet wielu historyków. Podobno gubernator generalny
Lord Monck podziękował Gilbertowi McMickenowi za jego wkład w zapewnienie
bezpieczeństwa kolonii w trudnym okresie ostatnich dni wojny secesyjnej,
ale i na to brak jest historycznych dowodów.
|