Kanadyjskie Termopile
Charles De Salaberry, zwany niekiedy Leonidasem Kanady, był jednym
z garstki ludzi, którzy na polu bitwy stworzyli fakty określające
polityczne rozwiązania w następstwie wojny 1812 roku. Gdyby nie
pułkownik de Salaberry i jego zwycięstwo w bitwie pod Chateauguay,
dzisiejsza Kanada byłaby, prawdopodobnie, częścią republiki Stanów
Zjednoczonych.
Charles Michel d'Irumberry de Salaberry był potomkiem arystokratycznej
rodziny francuskiej, której korzeni genealogowie doszukują się wśród
założycieli francuskiej dynastii Merowingów w piątym wieku n.e.
Jak dla większości arystokracji francuskiej, dla kolejnych członków
rodziny de Salaberry płci męskiej wojna była rzemiosłem pierwszej
wagi. Od krucjat po wojny światowe XX wieku - nazwisko de Salaberry
stale pojawia się na kartach militarnych kronik. Służba wojskowa
zaprowadziła też pierwszego z rodu de Salaberry na tereny Kanady
- wówczas jeszcze Nowej Francji. Dziad Charlesa, Michel trafił do
Quebeku na kilka tygodni, ale spotkał tu Catherine de Villeroy i
już pozostał. Drugie małżeństwo, po śmierci pierwszej żony, przekształciło
go we właściciela jednej z najstarszych i największych posiadłości
ziemskich (tzw. seugnerii) w Nowej Francji i kanadyjska karta rodu
de Salaberry została otwarta na dobre.
Zgodnie z rodową tradycją, wnuk Michela, Charles rozpoczął karierę
militarną zanim jeszcze właściwie dojrzał - w wieku czternastu lat.
Ponieważ miało to miejsce w 1792 roku, a więc już po przejęciu przez
Anglię rządów nad byłą francuską kolonią na kontynencie amerykańskim,
młody kandydat na oficera znalazł się pod sztandarami brytyjskimi.
Pierwsze zadania wojskowe zaprowadziły go na wyspy karaibskie, gdzie
nieustannie trwały starcia między rywalizującymi imperiami kolonialnymi
Francji i Anglii. Młodziutki quebecois uczył się zawodu oficera
w praktyce, w starciach z wojskami Francji.
Dalsza kariera zaprowadziła go na teren Europy. Jako protegowany
księcia Kentu trafia pod rozkazy generała de Rottenburga, jednego
z najlepszych oficerów epoki wojen napoleońskich. Wiele uczy się
od de Rottenburga, przede wszystkim w zakresie formowania i szkolenia
wojska. Doświadczenia te znakomicie przydadzą się następnie w Kanadzie,
gdzie de Salaberry otrzymuje polecenie uformowania oddziałów do
obrony przed grożącą akcją ze strony wojowniczego młodego państwa,
Stanów Zjednoczonych, którym nadal marzy się "wyzwolenie"
całego terytorium amerykańskiego spod kolonialnego panowania korony
brytyjskiej. Pułk kanadyjskich Voltigeurs, formacja, która przeszła
do historii kanadyjskiej wojskowości, to właściwie twór de Salaberry'ego.
W końcu, w roku 1812 wybucha wojna, której wszyscy obawiali się.
Prezydent USA James Madison ulega naciskom buńczucznych "jastrzębi"
i wypowiada Anglii wojnę o resztę posiadłości brytyjskich w Ameryce.
Zważywszy, że siły są wyjątkowo nierówne na korzyść Stanów Zjednoczonych,
nic nie zapowiada, by ta inicjatywa nie miała odnieść sukcesu.
Przygotowując kampanię, Amerykanie porównywali liczebność oddziałów
regularnego wojska po obu stronach granicy, ale nie wzięli pod uwagę
możliwości, że w obronie Górnej i Dolnej Kanady stanie pospolite
ruszenie jej mieszkańców. Kampania pierwszego roku wojny przyniosła
Stanom Zjednoczonym właściwie same porażki. Do akcji w drugim roku
wojny, roku 1813, sztab armii USA przygotował się nieco lepiej,
ale i tu wiara w liczebność wojsk przeważyła nad znajomością rzemiosła
wojskowego. Najlepiej przygotowane i najważniejsze uderzenie Amerykanów
miało za cel zdobyć główny ośrodek Dolnej Kanady, Montreal. W polu,
obrona tego odcinka frontu należała do pułkownika de Salaberry.
Plany taktyczne bitwy pod Chateauguay do dzisiaj służyć mogą jako
podręcznikowa ilustracja wykorzystania skromnych środków i ukształtowania
terenu do celów skutecznej obrony. Taktyce i organizacji pozycji
obronnych wybranym przez Charlesa de Salaberry trudno do dzisiaj
coś zarzucić. Zmuszony do ryzykownej kampanii, stając wobec ponad
dwukrotnie silniejszej armii przeciwnika, zdołał przewidzieć niemal
wszystkie elementy akcji, zapobiec niespodziankom i wykorzystać
wszelkie posiadane atuty.
Charles de Salaberry był tak pewien zwycięstwa, że nie powiadomił
nawet swoich przełożonych o zbliżaniu się armii przeciwnika pod
dowództwem generała Wade'a Hamptona. Gdyby próba powstrzymania przeciwnika
nie powiodła się, pułkownik de Salaberry stanąłby niewątpliwie przed
sądem wojskowym za niedopełnienie obowiązków. Na szczęście tak dla
Kanady jak i dla de Salaberry'ego, proces nie okazał się konieczny.
Bitwa rozegrana 26-go października 1813 roku pod Chateauguay na
szlaku prowadzącym do Montrealu skończyła się pełnym sukcesem broniących
Dolnej Kanady ochotników kanadyjskich i sformowanego przez de Salaberry'ego
regularnego wojska, Voltigeurs. Największa armia zorganizowana przez
Amerykanów w czasie tej wojny, ponad 7000 regularnego wojska, została
powstrzymana i zmuszona do odwrotu przy minimalnych stratach własnych
dosłownie kilku zabitych i kilkunastu rannych.
Pułkownik Charles de Salaberry, twórca i dowódca pułku Voltigeurs,
wiedzą wojskową, autorytetem, jakim cieszył się wśród żołnierzy,
osobistą odwagą spełnił zadanie, jakie mu postawiono. Gdy w rok
później wojna zakończyła się, Amerykanie nie mieli podstaw do wysuwania
żądań terytorialnych. Po dwóch latach zmagań nie zdołali zająć skrawka
terytorium Kanady. Chociaż jest to może oznaka dziewiętnastowiecznej
skłonności do egzaltacji i przesady, napis na grobowcu Charlesa
de Salaberry w Chambly nawiązuje do legendarnej bitwy pod Termopilami.
I w pewnym sensie jest usprawiedliwiony.
|