Odór ospy
Trudno nam dzisiaj to sobie wyobrazić, ale mieszkańcy dziewiętnastowiecznej
Kanady, a przede wszystkim wielkich miast, jak na przykład Montrealu,
naprawdę z radością witali nadejście zimy. Ta pora roku uwalniała
bowiem miasto od przenikającego, niewyobrażalnego smrodu, jaki dominował
w nim w okresie lata. W maju 1885 roku miasto Montreal było wielką
i ludną metropolią, ale nie wyposażoną w odpowiedni system ścieków
i rugowania odpadków. Dlatego też, gdy reporter dziennika "Herald"
otrzymał zadanie zapoznania się z warunkami sanitarnymi miasta,
na drogę w biedne dzielnice Montrealu uzbroił się w butelkę perfum
i trochę kamfory.
"Uliczki i zaułki pełne są odpadków i śmieci wszelkiego rodzaju"
- notował dzielny reporter - "które wydalają rodzące tyfus
odory w atmosferę, by zatruć tych, którzy są na tyle niefortunni,
by musieć żyć i oddychać tym powietrzem".
A jednak tysiące montrealczyków nie miało wyboru i przyzwyczajało
się do życia w smrodzie, który tak przeraził reportera "Montreal
Herald". Zamożna ulica St. Hubert była w miarę czysta i elegancka,
ale na jej zapleczu, w alejce, grubość warstwy gnijących odpadków
oceniano na co najmniej pół metra.
Dopiero zimą można było w tej części miasta odetchnąć rześkim,
mroźnym powietrzem. Nic dziwnego, że montrealczycy z radością witali
każdą zimę. Nic dziwnego, że Montreal wiódł prym w organizowaniu
zimowych festiwali i zabaw na całym kontynencie, już od lat osiemdziesiątych
XIX wieku. I że jego mieszkańcy ze zgroza myśleli o nadejściu bodajże
najbardziej "wonnej" pory roku - wiosny.
Sprawa odoru, jaki unosił się systematycznie nad biedniejszymi
dzielnicami miasta, nie była jednak w XIX wieku sprawą jedynie estetyczną.
W odczuciach ludności, smród unoszący się nad miastem miał ścisły
związek z zarazą. Medyczna teoria tamtego czasu identyfikowała choroby
zakaźne z tzw. miazmatami. Twierdzono, że kto wciągnie do płuc skażone
zarazą wyziewy wydzielające się z rozkładających się szczątków zwierzęcych
czy materii organicznej, ten zapadnie na daną chorobę.
"Każdy odór to choroba" - napisał reformator zdrowia
publicznego w Anglii Edwin Chadwick. Całkiem rozsądni i wykształceni
ludzie unikali nieprzyjemnych zapachów jak ognia wierząc, że przynieść
one mogą chorobę. "Czyste, bezwonne powietrze to podstawa zdrowia"
- pisał w lutym 1885 roku autor komentarza redakcyjnego w dzienniku
"Montreal Herald".
Wiosna tego roku przyniosła w Europie epidemię cholery. Zaraza
ta wielokrotnie dziesiątkowała ludność Montrealu i innych kanadyjskich
miast w pierwszej połowie dziewiętnastego wieku i pamięć o jej straszliwych
skutkach była nadal żywa. Nic więc dziwnego, że obawa przed zarazą
nasiliła dążenia mieszkańców miasta do posprzątania metropolii z
nadejściem wiosny, która mogła ponownie spowodować tysięczne ofiary
wśród ludności. Sprawa porządków i zdrowia publicznego była głównym
tematem debat w kampanii wyborczej do władz miasta. Lokalne gazety,
tak "Herald" jak i "Gazette", co kilka dni publikowały
grzmiące apele o czystość i porządek, o nasilenie działań służb
miejskich, by pozbyć się szczątków zwierząt zalegających ulice,
by uprzątnąć ludzkie odchody i gnijące resztki wyrzucane z licznych
rzeźni i zakładów mięsnych miasta.
Gdy montrealczycy wyglądali z niepokojem, czy uda im się uniknąć
wyziewów zarażających ich nadciągającą ze wschodu cholerą - po cichu
i niezauważona wkradła się do miasta od zachodu inna zaraza. Jak
ustalili historycy medycyny, jeden z konduktorów pociągu linii Grand
Trunk Railway zawlókł z Chicago do Montrealu ospę prawdziwą. Początkowo
epidemia szerzyła się powoli, wśród chorych i personelu szpitala
Hotel Dieu. Potem zaatakowała ubogą ludność francuskojęzyczną mieszkającą
w przylegających do szpitala dzielnicach. Jak się okazało, choroba
ta była w stanie endemicznym ukryta w populacji miasta. Montrealczycy,
usiłując uciec przez przerażającą cholerą, wpadli w objęcia pełnej
epidemii ospy.
Chociaż od odkryć dr Edwarda Jennera w latach dziewięćdziesiątych
osiemnastego stulecia nauka medyczna widziała, że jedynym sposobem
na ospę jest dezynfekcja, kwarantanna i szczepionki - montrealczycy
raz jeszcze poddani zostali masowej propagandzie handlowej, reklamującej
środki oparte na teorii miazmatów. Wspierał te przekonania fakt,
że chorzy na ospę byli źródłem jednego z najwstrętniejszych odorów
wydawanych przez człowieka. Aż trudno było uwierzyć, że to niewidoczny
wirus, a nie ten przerażający smród, jest prawdziwą przyczyną zarażenia.
Co więcej, teoria miazmatów sprzyjała także przetrwałym od pokoleń
obawom przed szczepieniami. Gdyby dało się zwalczyć ospę sprzątając
miasto i wietrząc wszystkie pomieszczenia świeżym, rześkim powietrzem,
można byłoby uniknąć kłopotliwych i niepokojących laików szczepień.
Szczególnie żywe takie poglądy dominowały wśród obawiającej się
czasem ryzykownych, a często bolesnych szczepionek ludności francuskojęzycznej.
Do powszechnej świadomości mieszkańców Montrealu fakt, iż w mieście
szerzy się epidemia ospy, dotarł w połowie sierpnia 1885 roku. Gazety
ujawniły, że zaraza zabiła już ponad 150 osób. "Niewidomy człowiek
trafi do St. Jean Baptiste" - pisał dziennik "The Star"
o dzielnicy, gdzie znajdowało się ognisko zarazy - "idąc za
wskazówkami swojego węchu. Smród na ulicach tej dzielnicy Montrealu
jest po prostu niewyobrażalny. Odór jest nie do wytrzymania."
W kilka dni później cały Montreal i znaczna część świat zewnętrznego
mówiła o zarazie, jaka ogarnęła miasto. Mieszkańcy pospiesznie kupowali
"środki dezynfekcyjne", patentowane lub nie, które miały
pomóc w walce z zarazą. Majątek można było zbić na dostawach kamfory,
lub chlorku wapnia. Na ulicach handlarze sprzedawali niewielkie
saszetki ze środkami odkażającymi powietrze. Gazety drukowały niezliczone
skargi na brak porządku na konkretnych posesjach lub ulicach. Wycieczka
amerykańskich turystów oczekująca na pociąg na stacji St. Lambert
owinęła sobie szyje szalami nasyconymi kamforą, by ochronić się
przed aromatami niosącymi ospę.
Część lepiej wykształconych lub trzeźwiej patrzących na sprawę
mieszkańców miasta zdawała sobie sprawę, że jedynym ratunkiem przed
zarazą jest nie tyle sprzątanie ulic (aczkolwiek chwalebne i estetycznie
dodatnie) i wietrzenie mieszkań, co szczepionka. Usiłowano pospiesznie
przeprowadzić edukację higieniczną i epidemiologiczną ludności miasta.
Radny Hormidas Jeannotte skarżył się na forum władz miejskich, że
trzeba koniecznie coś zrobić dla przekonania mieszkańców jego okręgu
St. Marie i wyprowadzenia ich z błędnego przekonania, iż szalejąca
w tej części miasta ospa rodzi się z odoru lokalnej fabryki mydła.
Przedstawiciele władz i służby zdrowia wskazywali opierającej się
przed szczepieniami ludności francuskojęzycznej, że oto mieszkańcy
bodajże najgorszych pod względem sprawności sieci kanalizacyjnej
dzielnicy irlandzkiej chronią się skutecznie przed ospą - szczepionkami.
A jednak prowadząc wycieczkę reporterów po instalacjach ściekowych
miasta geodeta miejski P. W. St. George przed wejściem do Coteau
Barron wręczył każdemu długie cygaro ostrzegając, że zaniedbanie
palenia, niszczącego "morowe powietrze", grozi śmiercią
na ospę. Pielęgniarze opiekujący się chorymi na ospę także nie zaniedbywali
jednego środka zapobiegawczego - palenia papierosów w możliwie wielkich
ilościach.
A producenci środka łagodzącego niemiłe zapachy Thymo-Cresal ostrzegali
w reklamie swojego produktu: "Strzeżcie się bezwonnych środków
dezynfekcyjnych! To złudzenie, że są one pomocne! Nic nie skutkują!
Równie dobrze można zapobiegać ospie myjąc się wodą!"
Świat medycyny zdawał sobie sprawę, że kluczowe znaczenie dla miasta
mieć będzie kwarantanna chorych. Wyznaczony na ten cel stary szpital
na południowych stokach góry Mount Royal nie mógł wystarczyć, ale
każdy plan budowy nowego szpitala napotykał na zdecydowany sprzeciw
mieszkańców danej okolicy, którzy gotowi byli na każde rozwiązanie,
byle tylko szpital nie powstał w ich dzielnicy. Gdy zdesperowana
komisja zdrowia władz miejskich zajęła tereny wystawowe z przeznaczeniem
na centrum kwarantanny, trzeba było ustawić wokół straż lokalnej
milicji, by oburzeni mieszkańcy sąsiednich regionów nie zaatakowali
prowizorycznych szpitali.
Montrealska epidemia ospy 1885 roku wygasła dopiero gdy cała populacja
miasta albo została zaszczepiona, albo też na zawsze już nosić musiała
piętno tej choroby. W granicach miasta Montreal zmarło na ospę tego
lata około 3200 osób. Liczba ofiar w przylegających do Montrealu
przedmieściach oceniana jest prowizorycznie na setki dalszych zmarłych
i tysiące napiętnowanych. Epidemia wygasła z nadejściem zimy. Jednocześnie,
zniknęły z miasta letnie odory. Pozostał tylko wątły, niknący dzisiaj
w niepamięć zapach straszliwej tragedii.
|