Tornado przeszło nad miastem
30 czerwca 1912 roku do biura telegraficznego w Winnipegu nadszedł
dramatyczny telegram. Zawierał tylko sześć słów, ale tak krótka
depesza była tym bardziej wstrząsająca. "Cyklon uderzył w Reginę.
Miasto w ruinach." Tak Kanada dowiedziała się o najgroźniejszym
i najbardziej niszczycielskim tornado w swojej historii.
Zjawisko atmosferyczne, które odnotowano nad stolicą Saskatchewanu
w ostatnim dniu czerwca 1912 roku, meteorologowie określają jako
tornado. Z bliżej nie wyjaśnionych przyczyn na miejscu, w Reginie
przyjęło się o tym wydarzeniu mówić "cyklon". Mniejsza
jednak o nazwę. Niszczycielska trąba powietrzna przeszła nad miastem
z południa na północ i zniknęła poza granicami miasta po sześciu
zaledwie minutach. Prędkość wiatru oceniono na ponad 800 kilometrów
na godzinę. W tym krótkim okresie czasu tornado zabiło 28 osób,
raniło kilkaset, tysiące mieszkańców miasta pozostawiło bez dachu
nad głową oraz wyrządziło szkody materialne oceniane wówczas na
5 milionów ówczesnych dolarów, czyli co najmniej 100 milionów dolarów
w dzisiejszej walucie. A przecież Regina była w 1912 roku miastem
liczącym zaledwie trzydzieści tysięcy mieszkańców.
Tornado uderzyło w miasto o godzinie piątej po południu, praktycznie
bez ostrzeżenia. W jego ślad nadciągnął nad Reginę ulewny deszcz
zmieszany z gradem. Półgodzinna ulewa uratowała prawdopodobnie miasto
przed najgorsza klęską po burzącej domy pasji tornada - przed pożarem.
Meteorolodzy Saskatchewanu notują dwa lub trzy tornada rocznie
na terenie prowincji. Nigdy jednak nie zanotowano zjawiska o tak
ogromnej sile. Trąba powietrzna praktycznie zniosła z powierzchni
ziemi wszystko w pasie o szerokości około 400 metrów przebiegającym
dosłownie przez środek miasta. Mimo iż obszar dotknięty atmosferycznym
kataklizmem nie był wielki - całkowitemu zniszczeniu uległo na nim
ponad pięćset domów i zabudowań. A cała reszta miasta pozostała
praktycznie nietknięta szałem wichru.
Kroniki miasta notują zaskakujące wydarzenia wynikłe z tej klęski.
Podczas gdy wschodnia strona ulicy Smith została praktycznie zmieciona
z powierzchni ziemi, domy po zachodniej stronie ulicy w ogóle nie
odczuły potęgi wiatru. Jak zanotowano, nawet kwiaty w doniczkach
na gankach przed domami nie przewróciły się. Większość mieszkańców
miasta zorientowała się w klęsce, jaką przeżyło śródmieście, gdy
usłyszano syreny wozów strażackich i sygnały samochodów odwożących
rannych do szpitala.
Tornado minęło zbudowania legislatury młodej prowincji o kilkaset
metrów. Budynek uległ tylko lekkim uszkodzeniom. Ponieważ jednak
dzień był upalny, ktoś zostawił otwarte okna w gmachu. Pęd powietrza
wyssał z sali rozłożone na stołach prace egzaminacyjne ze wszystkich
szkół prowincji. W całym Saskatchewanie nauczyciele musieli tego
roku wystawiać oceny postępów swoich uczniów w nauce w oparciu o
własne notatki i uznanie, jak dany uczeń radził sobie w całym roku
z nauką.
Niesamowitą przygodę przeżyła rodzina Beelby mieszkająca przy Smith
St. Na widok zbliżającego się tornada wszyscy schronili się na strychu
domu. Potężna trąba powietrzna zerwała dom z fundamentów i poniosła
go na odległość ponad 50 metrów. Ku zdumieniu sąsiada, na którego
posesji wylądował dom państwa Beelby, cała rodzina wyszła z poddasza
przez okno i okazało się, że nikt nie odniósł najdrobniejszych nawet
obrażeń.
Mniej szczęścia mieli mieszkańcy pobliskiego domu należącego do
rodziny Hodsman. Jedno z dzieci tej rodziny zginęło, a śmierć poniosło
także trzech lokatorów wynajmujących w tym domu pokoje. Jedną z
ofiar był Arthur Donaldson, który w momencie nadejścia tornada wyprowadzał
na spacer swojego psa. Na widok nadciągającej trąby powietrznej,
Arthur Donaldson schronił się w domu, nie dbając już o los kręcącego
się gdzieś w pobliżu psa. W ruinach domu zginął pan zwierzęcia,
a psa poniosła siła wiatru. W chwilę później pies wrócił cały i
zdrowy, podczas gdy jego właściciel zginął w rumowisku domu.
Tornado zniszczyło trzy kościoły miasta i zerwało dach z nowo wzniesionego
budynku biblioteki publicznej. Zniszczeniu uległ budynek centrali
telefonicznej miasta i liczne zabudowania dzielnicy handlowej. Z
całą siłą tornado uderzyło w zabudowania warsztatów kolejowych spółki
Canadian Pacific. Wszystkie wagony zostały zmiecione z szyn. Olbrzymi
skład materiałów po przeciwnej stronie torów po prostu zniknął z
powierzchni ziemi.
W gronie osób, które ponosiły śmierć w kataklizmie znalazło się
też małżeństwo Frank i Bertha Blenkhorn. Wiosną tego roku młodzi
ludzie pobrali się w Anglii i zarezerwowali sobie podróż poślubną
do domu na luksusowym liniowcu pasażerskim "Titanic".
Przyjęcie weselne tak się jednak przeciągnęło, że państwo Blenkhorn
spóźnili się na odpłynięcie "Titanica" w dniu 12 kwietnia.
Tym samym uniknęli oczywiście tragedii na Atlantyku, a wrócili do
rodzinnej Kanady na pokładzie innego statku. W dniu 30 czerwca byli
już w Reginie i wybrali się na popołudniowy spacer przez park Victorii.
Gdy tornado przeszło, ich zmasakrowane ciała znaleziono o dwieście
metrów dalej, pod murami pozbawionej już dachu biblioteki Carnegie.
Dzięki depeszy wysłanej do Winnipegu, już w dwie godziny po tragicznym
przejściu tornada do Reginy dotarł pierwszy pociąg z Moose Jaw,
wiozący lekarzy, pielęgniarki i materiały niezbędne do akcji ratunkowej.
Następnego dnia rano przybył do miasta kolejny pociąg z pomocą medyczną
z Winnipeg.
Wśród ochotników zgłaszających się do pomocy byli także aktorzy
amerykańskiej trupy teatralnej prezentującej się akurat w teatrze
miejskim. W składzie tej grupy był między innymi mało wówczas znany
młody aktor nazwiskiem Boris Karloff. Następnego dnia trupa wystąpiła
dla mieszkańców Reginy z benefisowym przedstawieniem, a w tydzień
później przekazała połowę dochodu z występów w Saskatoon na konto
pomocy mieszkańcom Reginy.
Zanim tornado uderzyło w miasto, Regina szykowała się do obchodów
święta narodowego kraju, Dominion Day. Wieczorem 30 czerwca burmistrz
Peter MacAra wydał proklamację odwołująca obchody. Rok 1912 okazał
się jedynym w dziejach miasta, gdy nie obchodzono w Reginie narodowego
święta Kanady.
|