Szatan w lodach
Zimą 1941 roku, kiedy cały świat z napięciem obserwował przebieg
II wojny światowej, Kanadą wstrząsnęła rodzima sensacja. Przez rok
uwagę opinii publicznej skupiły na sobie nieznane dotychczas niemal
nikomu wyspy Belchera w zatoce Hudsona. Tragiczny przebieg wypadków
zarówno przybliżył Kanadyjczykom sprawy rodzimej ludności Kanady,
jak i unaocznił nieadekwatność europejskiego wymiaru sprawiedliwości
wobec faktów zachodzących na Dalekiej Północy. A sygnałem obwieszczającym
światów tragedię była lakoniczna depesza faktora Kompanii Zatoki
Hudsona na wyspach, Ernesta Riddella. Do centrali policji federalnej
RCMP w Ottawie nadeszła wiadomość: "Trzy morderstwa popełniono
pod wypływem fanatyzmu religijnego. Zalecam natychmiastowe śledztwo,
by uniknąć dalszych wypadków."
Archipelag wysp Belchera to niewielka grupa niemal bezludnych wysepek
na skraju dzisiejszego terytorium Nunavut. Odkrył je brytyjski żeglarz
James Belcher na początku XVIII wieku, a spopularyzował w świecie
amerykański filmowiec Robert Flaherty, twórca słynnego filmu "Nanook
of the North". Jedyną osadą wysp jest wioska Sanikiluaq, zamieszkana
dzisiaj przez około siedemset osób. Sześćdziesiąt lat temu żyło
tu około 150 koczujących Inuitów i działała niewielka faktoria Kompanii
Zatoki Hudsona.
Życie na wyspach Belchera toczyło się na granicy ludzkiej egzystencji.
Nawet Inuici z trudnością utrzymywali się przy życiu. Brak tu bowiem
podstawy egzystencji ludów Dalekiej Północy - jeleni karibu, podstawowego
źródła pożywienia i odzieży Inuitów. Mieszkańcy wysp Belchera usiłowali
radzić sobie polując na foki, ale jest to mierna namiastka mięsa,
a przede wszystkim skór jeleni. Latem można jeszcze jakoś poradzić
sobie, ale zimy na wyspach Belchera to naprawdę ponury świat. Zima
roku 1941 była zaś szczególnie trudna - ostry mróz wypędził z archipelagu
nawet foki. Inuicka rodzina koczująca na południowym cyplu największej
wyspy w chłodzie, głodzie i niemal całkowitej ciemności czekała
lata.
Jedynym źródłem nadziei było dla nich Pismo Święte, przetłumaczone
przez anglikańskiego misjonarza na alfabet inuicki. Jednym z najpilniejszych
czytelników Nowego Testamentu był 27-letni Charley Ouyerack, niezbyt
szanowany w lokalnej społeczności. Niewytłumaczonym do dzisiaj zbiegiem
okoliczności doszedł on do wniosku, że oto w Piśmie Świętym zawarta
jest jego szansa na uzyskanie poważania u pobratymców i zadeklarował
styczniową nocą, że jest wcieleniem Jezusa Chrystusa. Na pomoc przybrał
sobie szanowanego dobrego myśliwego, Petera Salę, którego obwieścił
Bogiem. W niewielkiej społeczności pogrążonej w polarnej nocy zapanowała
religijna histeria.
Nie wszyscy uwierzyli słowom Charley Ouyeracka. Pierwsza sprzeciwiła
mu się 15-letnia Sarah, siostra jednego z najwierniejszych sojuszników
Charley Ouyeracka. Słowa sprzeciwu wywołały szał brata Sary, Alecka.
Zaczął bić ją kijem używanym do strzepywania odzieży ze śniegu,
a gdy uciekła z iglu - podążyła za nią siedemnastoletnia Akeenik,
która zamordowała pierwszą ofiarę histerycznego szału kolbą strzelby.
Charley Ouyerack zadeklarował, że Sarah była wcieleniem Szatana
i orzeczenie to stało się monetą obiegową w dalszych tragicznych
przypadkach.
Śmierć Sary wywołała dalsze debaty, owocujące kolejnymi ofiarami.
Mesjanistyczne wypowiedzi Charley Ouyeracka trwały jednak, aż wieść
o nich dotarła do faktora Kompanii Zatoki Hudsona, Ernesta Riddella
i owocowała cytowaną już depeszą. Zanim jednak ktokolwiek zdążył
interweniować - 25-letnia siostra Petera Sali, Mina też popadła
w religijny szał, wypędziła kobiety i dzieci na trzydziestostopniowy
mróz i zmusiła wszystkich do rozebrania się. Sześć kolejnych osób,
w tym czwórka dzieci, a wśród nich i czteroletni synek Petera Sali,
przypłaciło to życiem.
Centrala policji RCMP w Ottawie stała przed poważnymi trudnościami,
jak na wydarzenia na wyspach Belchera zareagować. Trudno było nawet
zapewnić komukolwiek dotarcie w ten teren, bowiem wszystkie zdolne
do lotu samoloty kierowane były przecież na front w Europie. W końcu
udało się uruchomić zabytkowy samolot Norseman stojący w ottawskim
magazynie i ekipa policyjna ruszyła na północ.
Policjanci, którzy ostatecznie dotarli na wyspy Belchera na nartach
po lodzie zatoki, stwierdzili, że Inuici nie kryją się z przebiegiem
wypadków. Po przeprowadzeniu śledztwa, 16 kwietnia 1941 roku policja
zabrała trójkę winnych do faktorii w Moose Factory. Więźniowie,
którzy nigdy w życiu nie widzieli drzew, zostali uraczeni lotem
samolotem, a pobyt w areszcie zapewnił im regularne posiłki i ciepło.
Władze w Ottawie doszły natomiast od wniosku, że wymiar sprawiedliwości
musi w tej sprawie zadziałać nie w budynku sądu na południu, lecz
bezpośrednio wśród Inuitów na wyspach Belchera. Miała to być ilustracja
praworządności kanadyjskiej w praktyce.
W drogę na Daleką Północ ruszyli sędzia sądu Ontario C. P. Plaxton,
prokurator oraz obrońca z urzędu. Towarzyszyli im dwaj torontońscy
reporterzy. I ta ekspedycja sądownicza została przyjęta przez mieszkańców
wysp Belchera niezwykle przyjaźnie. Policjanta RCMP konstabla George'a
Dextera jeden z oskarżonych, Adlaykok, przywitał biorąc go w objęcia.
Największym problemem było sformowanie ławy przysięgłych na potrzeby
procesu. Ostatecznie, włączono do niej nie tylko dwóch dziennikarzy
z Toronto, ale i członków przygodnie napotkanej ekspedycji geologicznej.
Sędzia C. P. Plaxton, w peruce, zasiadł w namiocie ze skór foczych,
a przebieg procesu obserwowała pilnie inuicka publiczność kaszląca
i kichająca z powodu epidemii grypy zawleczonej z Moose Factory.
Oskarżeni przyznali się do winy, relacjonowali spokojnie przebieg
wydarzeń, tłumacząc swoje czyny chwilowym szałem. Minę uniewinniono
od zarzutu zabójstwa szóstki ofiar, z racji niepoczytalności. Nawet
prokurator stwierdził, że surowe kary dla tych, których sąd uznano
winnymi, byłby nie na miejscu, bowiem nie można kanadyjskiej miary
sprawiedliwości przykładać do warunków panujących w takim miejscu.
Ostatecznie, Charley Ouyerack i Peter Sala otrzymali kary dwóch
lat więzienia, a Adlaykok - roku pozbawienia wolności. Wobec Miny
i Akeenik, jako niepoczytalnych, orzeczono dożywotni nadzór.
Więzieniem dla skazanych był areszt w Moose Factory. Charley Ouyerack
zmarł tu na gruźlicę. Reszta zatrzymanych została zwolniona pod
zastrzeżeniem, że nie wolno im wrócić na wyspy Belchera. Doczekali
kresu swojego życia na brzegach rzeki Great Whale, pod okiem policjantów
RCMP.
Tylko Peter Sala na starość wrócił na wyspy, gdzie zmarł jako wyrzutek
inuickiej społeczności, załamany spowodowaną przez siebie śmiercią
matki, siostry i sześcioletniego synka.
Przez dziesięciolecia historia szału religijnego na wyspach Belchera
znana była jedynie z relacji torontońskich reporterów. Dopiero niedawno
odtajniono dokumentację, zawartą w aktach policji i wymiaru sprawiedliwości,
łącznie z protokołami przesłuchań. Dało to historykom nieco lepszy
wgląd w przebieg wypadków, ale tak naprawdę - podobno - zrozumieć
podłoże incydentu może tylko ten, kto z bezpośredniego doświadczenia
zna surowe warunki Dalekiej Północy Kanady.
|