Krótki kurs rzeczywistości

Dzieje Kanady obfitują w szlachetne pomysły i wybitne osiągnięcia. Nie oznacza to, że na kartach historii kraju nie można znaleźć ciemniejszych plam. Przede wszystkim tam, gdzie szlachetne skądinąd idealistyczne koncepcje ktoś próbował zrealizować w świecie realnym, lekceważąc istotne fragmenty jego praw i reguł.

Koncepcja jednej z największych katastrof w dziejach eksperymentów na żywej tkance społeczeństwa, a także katastrof w jakże istotnej sferze edukacji, czyli "wolnego uniwersytetu" Rochdale College zrodziła się w latach sześćdziesiątych - epoce hippisów, wolnej miłości, przełamywania reguł "stęchłego społeczeństwa". Ktoś z postępowych naukowców wpadł na pomysł, że można wznieść na Bloor St. w Toronto budynek niezależnego studium, w którym szlachetni z natury młodzi ludzie o silnej potrzebie działania społecznego będą szukać naukowej prawdy w nowy sposób - i to sposób, z którego cenne nauki wyciągną też tradycyjne uczelnie. A przy okazji rozwiąże się problem wysokich kosztów studenckich stancji w pobliżu budynków University of Toronto. Może nawet uda się rozszerzyć granice wykładów i seminariów w tradycyjnych murach tej staroświeckiej uczelni?

Rochdale College miał być placówką samowystarczalną, zapewniającą jej członkom spółdzielcze mieszkania i spółdzielcze wykształcenie. Zanim ktokolwiek obejrzał się, Rochdale College okazało się natomiast centralą handlu narkotykami na skalę wschodniej części kontynentu amerykańskiego.

Hojna rządowa centrala Canada Mortgage and Housing Corporation przyznała studium nisko oprocentowaną pożyczkę hipoteczną. Za te pieniądze powstał budynek na Bloor St. w pobliżu uniwersytetu. Pierwsi członkowie Rochdale College zajęli swoje rezydencje wiosną 1968 roku - kiedy to w Polsce rząd Gomułki walczył ze studentami w ramach "wydarzeń marcowych", a wkrótce potem policja Francji prowadziła na ulicach Paryża regularną wojnę z anarchistyczną młodzieżą. W Toronto - chociaż źródłem eksperymentu była ta sama co w Paryżu ideologia i ta sama wiara w z gruntu szlachetną naturę człowieka - miało być inaczej.

Początki, jak zwykle, były trudne. Budynek nie został wykończony na czas, pojawiły się kłopoty z wyposażeniem i systemem wodociągowym i ogrzewczym. W budynku miało zamieszkać ośmiuset wcześniej wybranych studentów i studentek, ale gdy jego otwarcie opóźniło się - znaczna część wyselekcjonowanych znalazła już sobie inne miejsce zamieszkania, a na ich miejsce do Rochdale College dostali się przypadkowi i zupełnie niepożądani goście. Otwarcie studium zbiegło się bowiem w czasie z rozbudową handlowej infrastruktury w pobliskiej dzielnicy Yorkville, dotychczas - królestwa hippisów. Wypychani ze swej "wioski" zwolennicy życia w komunie i wolnej miłości negującej "burżuazyjne" prawa i przesądy znaleźli w sąsiedztwie nowe miejsce, w którym z założenia nie miały obowiązywać żadne prawa i przepisy. Hippisowski Yorkville przeniósł się tłumnie do Rochdale nie prosząc nikogo o zezwolenie i nie podpisując oczywiście żadnych umów o wynajmie lokalu mieszkalnego.

W łonie Rochdale College - z założenia: instytucji o charakterze akademickim - zrodziła się hippisowska komuna, okraszona obecnością handlarzy narkotykami, gangsterów z "klubów motocyklowych", oszustów, narkomanów i wszelkiego rodzaju "nieprzystosowanych do życia w społeczeństwie". Zanim ktokolwiek obejrzał się, pacjenci zaczęli kierować funkcjonowaniem szpitala.

Już w roku 1969 okazuje się, że miejsc w akademikach University of Toronto jest więcej niż chętnych do zamieszkania w nich. Rochdale College traci ekonomiczną podstawę bytu - tę grupę lokatorów, która była gotowa płacić chociażby najniższy czynsz - a praktycznie przechodzi pod zarząd gangów handlarzy narkotykami. Gdy nadszedł rok 1971, torontońskie media jednoznacznie określają Rochdale College jako największy magazyn dystrybucyjny narkotyków na kontynencie amerykańskim. Dowolne ilości haszyszu, marihuany i LSD są do nabycia w gmachu Rochdale College o każdej porze dnia i nocy. Nic dziwnego - zadanie roztoczenia opieki nad bezpieczeństwem lokatorów budynku przyjęli na siebie członkowie jednego z gangów motocyklowych.

Jeden z handlarzy narkotykami z Rochdale College, Robert Rowbotham otrzyma później wyrok 20 lat więzienia za uprawianie nielegalnego procederu i wpisze się tym samym na karty kanadyjskiej historii. Był to bowiem najsroższy w dziejach kraju wyrok za tego rodzaju przestępstwo. Rowbotham sam przyznał się publicznie, że ocenia wartość nadzorowanych przez siebie transakcji w latach 1969-1974 na łączną sumę 50 milionów ówczesnych dolarów. Ani grosz z tych pieniędzy nie trafił oczywiście do administracji Rochdale College, której udało się spłacić zaledwie 11 z trzydziestu rat pożyczki hipotecznej.

A jednocześnie, Rochdale College w Toronto zyskuje niezamierzoną sławę i renomę na skalę międzynarodową. Budynek ten staje się centralą, głównym ośrodkiem przerzutowym i centrum dyspozycyjnym dla amerykańskich dezerterów, uciekających przed poborem do Kanady.

Zanim Rochdale College mogło świętować drugą rocznicę powstania, systematyczną walkę handlarzom narkotyków bazującym w placówce o charakterze rzekomo uniwersyteckim wydała torontońska policja. Początkowo, resztka idealistycznie nastawionych lokatorów studium witała rewidujących lokale policjantów kwiatami, konfetti, a nawet tortem z napisem "Witamy policję". Bardzo prędko jednak hippisowską wszechogarniająca miłość zastąpiła normalna śmiercionośna broń, a korytarze budynku stały się areną istnej wojny policji z gangsterami. W opinii torontońskich reporterów, wyprawa z policją do Rochdale College była bardziej niebezpieczna niż wyprawa na Bliski Wschód.

Zarząd placówki usiłował ratować idealistyczną koncepcję i jej architektoniczne wcielenie, ale z coraz mniejszym powodzeniem. Akademicka strona przedsięwzięcia niemal natychmiast przekształciła się w parodię samej siebie. Dyplom najniższego stopnia z Rochdale College można było otrzymać za sumę 25 dolarów, pod warunkiem, że kandydat na absolwenta uczelni zdołał odpowiedzieć na takie na przykład pytanie jak: "Które miasto jest stolicą Kanady?". Dyplom magistra kosztował już 50 dolarów, a kandydat na "naukowca" sam mógł wybrać sobie pytanie, na które chce odpowiedzieć. Tytuł doktorski dostawało się za 100 dolarów i nie trzeba było odpowiadać na żadne pytania.

Czy z eksperymentu na Bloor St. nie zrodziło się nic pożytecznego? Niestrudzeni zwolennicy eksperymentów pedagogicznych twierdzą, że Rochdale College było pożywką, na której wyrosły takie cenione instytucje życia intelektualnego Kanady jak wydawnictwo książkowe Coach House Press, teatr Passe Muraille, trupa baletowa Toronto Free Dance Theatre czy wydawnictwo House of Anansi Press. Sceptycy stoją na stanowisku, że zdolni ludzie, którzy stworzyli owe placówki, wcale nie potrzebowali kosztownego społecznie i ekonomicznie eksperymentu Rochdale College i nic z niego nie wynieśli, a teatr, wydawnictwa i trupa baletowa powstałyby nawet gdyby Rochdale College nigdy nie było.

O końcu eksperymentu z wolnym uniwersytetem Rochdale College zadecydowała proza życia - pieniądze. Rządowa agencja CMCH nie dostawała przewidzianych planem spłat zaciągniętej pożyczki. W czerwcu 1971 roku zadłużenie Rochdale College w CMCH wyniosło 330 tysięcy dolarów, a w sierpniu tego roku urosło już do sumy niemal pół miliona dolarów. Rząd federalny postanowił przejąć gmach za nie zapłacone składki. Decyzja zapadła zanim minęła trzecia rocznica uruchomienia placówki, ale prawne spory wydłużyły nieco jej żywot. Ostatnich stawiających opór rezydentów budynku siłą wyniosła z niego policja latem 1974 roku. By nie mieć dalszych kłopotów z nielegalnymi lokatorami, drzwi do "otwartego uniwersytetu" zaspawano.

Po dwóch latach, gdy pamięć o Rochdale College nieco przygasła, miasto Toronto odkupiło budynek Rochdale College za sumę 9 milionów dolarów i po długotrwałym remoncie przekształciło gmach w blok mieszkań dla osób starszych.

"Byliśmy młodzi i niedojrzali" - wspomina z rozrzewnieniem epizod Rochdale College jedna z jego lokatorek i administratorek Ann Pohl. - "Ale nie wszystko było tam złem. Przecież i wszechświat narodził się z chaosu."

Bardziej konkretnej wskazówki jaki to wszechświat narodził się w gmachu "wolnego uniwersytetu" na Bloor St. w Toronto - brak.

Bardziej trzeźwo patrzący na sprawy obserwatorzy i naukowcy interesujący się życiem społecznym określają dzieje Rochdale College jako czarną kartę w historii kanadyjskiej edukacji i dowód potwierdzający stare polskie porzekadło, iż dobrymi chęciami piekło zostało wybrukowane.