Jaka jest funkcja lidera?
Trzy główne partie polityczne Kanady wybierać będą w najbliższym
czasie nowych liderów. Kto zajmie miejsce supermanipulanta Jeana
Chretiena? Kto demagogicznej Alexy McDonough? Kto zastąpi Joe Clarka,
który dawno zapomniał, że istnieje świat poza Ottawą? Spoglądając
na kandydatów na ich następców - mam poważne obawy, że będą to ludzie
bardzo podobni do ich poprzedników.
A tymczasem w Toronto wystąpił na konferencji komputerowców człowiek,
który nadałby się doskonale. Mam na myśli szefa Microsoftu, Billa
Gatesa. Wyśmiewany przez intelektualistów całego świata on jeden
naprawdę sprawdził się jako szef. Wprawdzie tylko korporacji, ale
za to bogatszej od wielu całkiem sporych państw tego świata. I bardziej
wpływowej - bo dzięki komputerom z oprogramowaniem Microsoftu świat
zmienia się dzisiaj z tygodnia na tydzień, bez wojen i kongresów
wiedeńskich.
Intelektualiści śmieją się z Billa Gatesa, a tymczasem to on powiedział
ostatnio słowa wyjątkowo celne i mądre - żaden komputer nigdy nie
nauczy się grać w brydża. Tak, proszę państwa. Systemowe sterowanie
- czego próbowano w komunizmie i co uwielbia administracja ottawska
- nie nadaje się nawet do brydża, a co dopiero mówić o życiu nowoczesnego
społeczeństwa. Bill Gates to rozumie i traktuje jako oczywistość.
Politycy wszelkich maści nadal marzą - we własnym interesie - o
superkomputerze, który wszystko zadministruje, rozwiąże i załatwi.
Niestety, niewielkie są szanse na to, by którakolwiek z kanadyjskich
partii politycznych powierzyła stanowisko lidera człowiekowi, który
zarobił na komputerach 50 miliardów dolarów wiedząc, że wcale nie
są one rozwiązaniem naszych ludzkich problemów. Wysokie stołki w
Ottawie raz jeszcze zajmą inżynierowie ludzkich dusz, którzy zaczną
od obietnic, a skończą na przeprosinach za porażki. A może pora
poszukać kanadyjskiego następcy prezydenta Reagana, który wiedział,
że może zdrzemnąć się na obradach gabinetu, bo uruchomione przez
niego mechanizmy społeczne w końcu i tak rozwalą berliński mur?
Wrzesień 2002
|