Polityczne obietnice
Nieoczekiwanie dla wszystkich, prezentując się na wielkiej międzynarodowej
konferencji, premier Jean Chretien obiecał światowej społeczności,
że Kanada do końca tego roku ratyfikuje kontrowersyjny układ w sprawie
redukcji emisji gazów cieplarnianych, czyli tzw. Protokół z Kioto.
Tak się składa, że oznacza to, iż umowa ta stanie się prawnym faktem.
Premier Chretien przejdzie do historii - jako polityk, który to
sprawił.
Pamiętając o tym jego osiągnięciu, należy także pamiętać o kilku
dalszych szczegółach. Po pierwsze: protokół z Kioto, plan szlachetny
wielce, nie został jednak dobrze przemyślany. Protokół z Kioto nakłada
obowiązek działania na nieliczne tylko, wybrane państwa. By uzyskać
szerokie dla niego poparcie, jego autorzy wyłączyli spod obowiązku
redukcji emisji szkodliwych gazów tak wiele krajów, iż największe
nawet wysiłki pozostałych - jak właśnie Kanady - niewiele w skali
globalnej dadzą. W najlepszym razie zredukują wzrost ilości tych
emitowanych gazów z 35% do 25. Czyli i tak będzie na świecie gorzej
z klimatem, tyle że nieco mniej gorzej.
Za to kosztować to będzie samą tylko Kanadę co najmniej 40 miliardów
dolarów. To - na przykład - dziesięć razy więcej niż roczny dochód
kanadyjskich rolników. Tyle co najmniej będziemy musieli wyłożyć,
by wcielić w życie te ustalenia. Ciekawe, z czyjej kieszeni wzięte
zostaną te pieniądze. Mam poważne podejrzenia, że z mojej i z państwa.
Jest jednak jeszcze jeden ciekawy aspekt deklaracji premiera Chretiena.
Kto zna chociaż trochę konstytucję Kanady i założenia kanadyjskiej
federacji, ten zauważy, że eksploatacja złóż naturalnych, a więc
i najbardziej tu szkodliwy przemysł energetyczny - to dział pozostający
w wyłącznej gestii władz poszczególnych prowincji, a nie Ottawy.
Podobnie jak szkolnictwo i służba zdrowia. Tak zdecydowano zakładając
to państwo i tak pozostało do dzisiaj. Innymi słowy - pan premier
obiecuje światu, ale realizować będą musiały tę obietnicę - jeśli
zechcą i jeśli znajdą na to pieniądze - rządy Ontario, Alberty czy
Quebeku.
Są wszelkie podstawy, by sądzić, że premier Jean Chretien wie doskonale,
iż składana przez niego obietnica to nic więcej jak puste słowa.
W takim razie - po co obiecuje?
Wrzesień 2002
|