Czy są granice bezczelności premiera?

Obiegowy żart krążący po Ottawie wyszydza premiera Jeana Chretiena twierdząc, że jest to jedyny polityk w kraju, który nie mówi żadnym z dwóch oficjalnych języków Kanady. Jest to żart w istocie gorzki, bowiem słowa są głównym narzędziem polityka. Jeżeli premier Chretien nie najlepiej posługuje się słowami, to jak sprawuje on władzę od niemal dziesięciu lat? Siłą fizyczną?

Niestety, premierowi Chretienowi czasami zdarza się powiedzieć aż zbyt wiele. Na przykład w wywiadzie z okazji rocznicy terrorystycznych zamachów 11 września. Ze zdumieniem słuchałem, jak winę za tę zbrodnię premier Kanady przypisał rzekomej amerykańskiej arogancji i faktowi, że Ameryka jest krajem bardzo bogatym. Oto teza, na którą mogą sobie pozwolić przeintelektualizowani i dalecy od spraw tego kontynentu lewaccy politycy i komentatorzy Europy, ale premier kraju, którego obywatele zginęli w porwanych samolotach i w World Trade Center w Nowym Jorku? Nie do wiary.

Szukałem jakiegoś porównania dla tego nieprawdopodobnego oświadczenia i doszedłem do wniosku, że można je porównać tylko do jednej tezy: gdyby ktoś ważył się stwierdzić, że wydarzeniom września 1939 roku winna była Polska, bo nie chciała zgodzić się na rozsądne i usprawiedliwione warunkami ekonomicznymi żądania Hitlera. Kilka takich wypowiedzi odnotowała historia, ale było to ponad sześćdziesiąt lat temu. W latach dzieciństwa premiera Jeana Chretiena.

Premier zarzuca Amerykanom bogactwo - a jednocześnie redukuje kanadyjską pomoc zagraniczną do poziomu najniższego w grupie państw rozwiniętych. Premier twierdzi, że ubóstwo Arabów spowodowało terror, ale zapomina o setkach milionów biednych Azjatów, Afrykanów i mieszkańców Ameryki Południowej, którzy nie sięgają po terrorystyczną broń. Premier żali się nad biednymi Palestyńczykami - ale sam osobiście jest bogatszy niż 99 procent tego narodu. Premier narzeka na arogancję Stanów Zjednoczonych - ale do dzisiaj nie zrobił nic gdy jego minister Hedy Fry arogancko i całkiem bezpodstawnie zarzuciła rasizm wybranym mieszkańcom Kanady.

Jako polityk, premier Chretien usilnie chce przejść do historii Kanady. Obawiam się, że już to osiągnął. Tylko w nieco innej formie niż mu się to marzyło. Jean Chretien chce nazwać najwyższą górę w Kanadzie nazwiskiem swojego przyjaciela i mentora Pierre Trudeau. Czy nazwiskiem Jeana Chretiena będziemy musieli nazwać największy w Kanadzie dół?

Październik 2002