Jak naprawić świat?

Z grona politycznych macherów, szaławiłów i krętaczy najbardziej irytują mnie zawsze - jak ich nazywam - naprawiacze świata, albo mówiąc inaczej: rzekomi obrońcy uciśnionych. Najczęściej - także zresztą rzekomych. Kolejny widowiskowy spektakl zorganizowali oni kilka dni temu w ratuszu Toronto, przed gabinetem burmistrza Mela Lastmana, a poszło o zawstydzające naszą metropolię w świecie tzw. "miasteczko namiotów" nad jeziorem. Od czterech lat nikt nie mógł znaleźć sposobu na grupę około stu rzekomych bezdomnych, którzy urządzili tu sobie nieoficjalne osiedle poza prawem, poza systemem podatkowym, poza przepisami miejskimi czy jakimikolwiek innymi - pod pozorem, że nie mają gdzie i jak inaczej mieszkać.

Rzetelni socjologowie wiedzą od dziesiątków lat, że w każdej społeczności znajdzie się zawsze około 4 procent ludzi nijak nie przystosowanych do przestrzegania przyjętych w niej norm i zwyczajów. Zajmuje się nimi policja i nikt tego nie uważa za winę odpowiedniego rządu, premiera czy burmistrza. Można jednak zawsze liczyć, że dla oplucia nie lubianych władz owych "niedostosowanych" ktoś będzie chciał wykorzystać. I tak właśnie stało się w ubiegłym tygodniu w ratuszu Toronto. Rzekomo pełni dobrej woli działacze, obrońcy uciemiężonych, urządzili karczemną awanturę przed gabinetem burmistrza, żądając pilnej i hojnej dolarami interwencji.

Wyrzuconym z bezprawnie okupowanego terenu stu "bezdomnym" miasto przygotowało ponad 200 miejsc w schroniskach. Skorzystało z nich może dwudziestu. Ale o tym nie dowiedzą się państwo z manifestów hałaśliwych działaczy, którzy oczywiście nie wpuszczą brudnego bezdomnego do swoich wypieszczonych ogródków. Gdy pójdzie o ich prywatną własność, będą oni zażarcie bronić prawa do ochrony przed wandalizmem i żądać pomocy policji w tropieniu kogokolwiek, kto naruszy ich choćby skromny majątek prywatny. Ale setka cynicznych złodziei, którzy zawłaszczają sobie teren firmy Home Depot, kradną energię elektryczną z miejskiej sieci i dorabiają się na handlu narkotykami, to - jak twierdzą "naprawiacze świata" - "społeczny problem, który trzeba natychmiast rozwiązać". Najlepiej budując im luksusowe mieszkania z naszych, podatkowych pieniędzy.

Październik 2002