Fałsz o ropie

Im bliższa wydaje się perspektywa wojny w Iraku, tym głośniej słychać pacyfistyczne hasła i okrzyki, wśród których coraz wyraźniej dominuje okrzyk: Nie chcemy wojny za ropę naftową. Lewica całego świata, w tym i kanadyjska, chce odgryźć się na administracji w Waszyngtonie za liczne porażki od czasów prezydenta Reagana, a cóż bardziej skutecznego jak zarzucić Waszyngtonowi, iż oto wykorzystuje swoją przewagę technologiczną, by mordować biedne irackie dzieci dla obrzydliwego zysku z eksploatacji ropy naftowej. Hasło jest tak ponętne, że myślę, iż znaczna część Polonii, która powinna wiedzieć lepiej, daje się na tę przynętę złapać.

Mówiłem już tu raz o bezzasadności takich oskarżeń, ale nie wszystkich przekonują dane liczbowe. Sięgnijmy więc do konkretnych przykładów.

Od października 2001 roku, wkrótce po terrorystycznym zamachu na Nowy Jork, różnej maści (ale zawsze różowego zabarwienia ) specjaliści twierdzili, że wojna w Afganistanie to sprawa energii. Czołowy "ekspert" kanadyjski co do polityki zagranicznej, pani Michele Landsberg napisała 11-go listopada na łamach "Toronto Star": "W dwie sekundy po zakończeniu bombardowania Afganistanu, gdy cały kraj zostanie zamieniony w pustynię, amerykańska firma Unocal przystąpi do budowy z dawna wyglądanego rurociągu przez Afganistan."

Od opublikowania tego tekstu minęło niemal półtora roku. Od likwidacji reżimu Talibanu, który rzekomo (według pani Landsberg) bronił interesów afgańskich przed zaborczymi koncernami amerykańskimi - również minęło sporo czasu. Tezę o wojnie w Afganistanie jako wojnie o energię z centralnej Azji powtórzył jeszcze w grudniu ubiegłego roku Eric Margolis. Na terenie Afganistanu nie toczy się już wojna, nie działają wojska amerykańskie. A co z rurociągiem? Co z prognozowaną aktywnością amerykańskich koncernów energetycznych w Afganistanie?

Przypomnijmy najpierw, że budową tą żywotnie zainteresowane są Turkmenistan (który ma czwarte co od wielkości na świecie złoża gazu ziemnego, ale nie ma jak go wywieźć) oraz Pakistan (który przewiduje, że w ciągu trzydziestu lat jego zapotrzebowanie na turkmeński gaz zwiększy się dwukrotnie). Niestety, rurociągu jak nie było, tak nie ma. Pakistańczycy i Turkmenistan szukają zaś chętnych do budowy nitki.

Wbrew tezom kanadyjskiej lewicy, ani Unocal ani żaden inny amerykański koncern nie wysyła swoich ludzi do Afganistanu. Gorzej - na zabiegi Kabulu i Islamabadu odpowiedzieli zdecydowanie odmownie kolejno: prywatne konsorcjum firm japońskich, rząd Rosji, rząd Indii, rząd Ukrainy i rząd Japonii. Nie ma chętnych.

Dlaczego? To inna sprawa. Szef koncernu Unocal powiedział, że mają inne sprawy na głowie. Inni nie mówią nic. Ale, co ciekawsze, milczą także wszyscy owi lewicowi "prorocy" i eksperci, co to zapewniali, że Amerykanie szukali w Afganistanie nie terrorystów tylko zarobku.

Trzeba jednak bardzo uważać za kim powtarza się sądy, których samemu nie potrafiliśmy zweryfikować.

Marzec 2003