Dlaczego nie lubimy pielęgniarek?

Epidemia choroby SARS w Toronto pozwala zastanowić się nad wieloma aspektami współczesności. Także nad pielęgniarkami.

Nie ulega wątpliwości, że przedstawicielki tego zawodu są niejako "na pierwszej linii frontu" walki z tą chorobą. One najwięcej czasu spędzają przy chorych, one mają najbardziej bezpośredni kontakt fizyczny z chorymi, one są najbardziej narażone na zarażenie. A jednocześnie - to właśnie pielęgniarki najpilniej muszą chronić się przed atakiem wirusa, czyli wykonywać swoją pracę w ciężkiej odzieży ochronne, z trudem oddychając przez maskę, wykonując delikatne nieraz czynności przez podwójne rękawiczki.

Co więcej - to właśnie pielęgniarki mają z racji wykonywanej pracy najtrudniejszą sytuację psychiczną. Większość z nich to kobiety opiekujące się także swoimi rodzinami, nierzadko - małymi dziećmi. Pielęgniarki - wiedząc na dodatek jak groźna to choroba i patrząc na co dzień na ludzkie cierpienie - wiedzą, jak bardzo ich praca może zagrażać ich rodzinom.

Należałoby więc oczekiwać, że epidemia SARS wywoła szczególny przejaw społecznej sympatii w stosunku do pielęgniarek. A jednak tak się nie dzieje. Dlaczego?

Przypomnijmy sobie tragiczny dzień 11 września 2001 roku. Gdy w zgliszczach nowojorskiego World Trade Center zginęło kilkuset strażaków - fala sympatii wobec przedstawicieli tego zawodu oszołomiła cała Amerykę. Z Toronto włącznie. Każdy w mundurze strażaka był trochę bohaterem, a trochę przyjacielem, nawet jeśli nigdy nie był w Nowym Jorku.

Skąd ta różnica między stosunkiem do strażaków po 11 września a stosunkiem do pielęgniarek po epidemii SARS?

Gdy przed kilkunastoma dniami odeszła w końcu na emeryturę przewodnicząca krajowego związku pielęgniarek, Kathleen Connors, jeden z dzienników oddał jej cześć stwierdzając, że w znacznym stopniu przyczyniła się ona do przekształcenia przedstawicielek tego zawodu z "aniołów miłosierdzia" w radykalne, pewne siebie bojowniczki o prawa związkowe. Słowa te odnoszą się nie tylko do Kathleen Connors. Każda na przykład wypowiedź ontaryjskiej liderki Barb Wahl także dowodzi, że ze stereotypem "anioła miłosierdzia" nawet się ona nie spotkała w przejściu. Dzięki takim pielęgniarkom, formacja tego zawodu jawi się dzisiaj w wyobraźni społecznej jako armia zaciekłych bojowniczek. Ciekawe, czy ma to związek z obecną reakcją społeczeństwa na zmagania pielęgniarek z epidemią SARS.

Czerwiec 2003