Umowa o wolnym handlu
Dziesięć lat temu rząd Kanady premiera Briana Mulroneya podpisał
umowę o wolnym handlu ze Stanami Zjednoczonymi. Układ ten redukował
opłaty celne i bariery ograniczające handel między oboma krajami.
Dla mieszkańców Toronto i okolic skończyły się czasy wyjazdów do
Buffalo po oprogramowanie komputerowe, buty czy inne artykuły, które
tuż za granicą kosztowały o tyle taniej, że opłacało się nawet zapłacić
za benzynę na drogę.
Układ był zjawiskiem tak gruntownie zmieniającym sytuację gospodarczą
kraju, że wiele osób miało poważne wątpliwości. Jeszcze przez kilka
lat znaczna cześć ludności obawiała się jego konsekwencji, złorzecząc
na porozumienie, że zabiera miejsca pracy i zniszczy Kanadę jako
odrębny kraj.
Większość z tych oponentów powtarzała w swoich wypowiedziach tezy
lansowane przez działaczy Partii Liberalnej. Wszak lider partii,
wówczas przywódca opozycji, a dzisiaj premier Kanady Jean Chretien,
przy każdej okazji potępiał układ jednoznacznie, a w kampanii wyborczej
1993 roku obiecywał, że jeśli zwycięży skreśli porozumienie jako
obrzydliwy zamach na suwerenność kraju i podstępny trick wielkiego
biznesu, dążącego do pognębienia zwykłych mieszkańców kraju.
Pana premierowa obietnica skreślenia układu NAFTA, podobnie jak
obietnica likwidacji podatku GST i wiele innych obietnic składanych
w ramach tej kampanii, podążyły do lamusa gdy tylko Partia Liberalna
przejęła władzę w kraju. I dobrze. Jak wynika z najnowszych sondaży
opinii publicznej, ponad siedemdziesiąt procent Kanadyjczyków uważa,
że układ NAFTA przyniósł krajowi wymierne korzyści ekonomiczne.
Pomysł konserwatystów sprawdził się. Do tego stopnia, że dzisiaj
premier Jean Chretien udaje, że to Partia Liberalna stworzyła owo
porozumienie, albo - gdy ma do czynienia z ludźmi o nieco lepszej
pamięci - ukradkiem daje do zrozumienia, że on też by to podpisał,
gdyby akurat miał możność.
I dobrze. Gorzej natomiast, że sprawa układu raz jeszcze wykazuje,
co są warte deklaracje i obietnice polityków składane w ramach kampanii
wyborczych. Nie tylko Partii Liberalnej - co widać było doskonale
ostatnio w trakcie walki o fotel lidera Partii Konserwatywnej. Trzeba
o tym, niestety, dobrze pamiętać. Nie tylko idąc do urn wyborczych.
Polityka jest zjawiskiem nieodzownym, ale to nie znaczy, że należy
ją zostawiać politykom, by robili z nią co chcą. Zawód ten, jak
żaden inny, wymaga patrzenia jego przedstawicielom na ręce. Siedem
dni w tygodniu i 24 godziny na dobę.
Czerwiec 2003
|