Religia a polityka
Watykańskie orędzie do polityków, nawołujące katolickich posłów
do przeciwstawienia się proponowanej ustawie legalizującej małżeństwa
homoseksualne, wywołało łatwą do przewidzenia reakcję premiera Chretiena
i jego niemal pewnego następcy Paula Martina. Obaj stwierdzili,
że religia religią, a polityka państwowa polityką państwową i że
te dwie sfery powinny pozostać rozdzielne. Krótki komentarz radiowy
nie jest odpowiednim miejscem, by podejmować rzeczową polemikę z
tezami panów Chretiena i Martina, ale chciałem przypomnieć, że znaczna
cześć tak zwanych naprawiaczy świata zasłania się zasadą rozdziału
państwa i kościoła tylko wówczas, gdy jest to im wygodne.
Przykładem znany polityk kanadyjski z lat trzydziestych Tommy Douglas,
założyciel organizacji, z której wyrosła dzisiejsza partia NDP.
Tommy Douglas był pastorem; gdyby ktoś zarzucił mu, że jego polityka
nie ma i nie powinna mieć nic wspólnego z jego osobistą wiarą -twórca
kanadyjskiego państwa opiekuńczego puknąłby się w czoło.
Podobnie - brytyjski działacz William Wilberforce. Przeszedł on
do historii jako czołowy wróg niewolnictwa i człowiek, który swoją
kampanią doprowadził do delegalizacji tego zjawiska w skali światowej.
I on oparł swoją kampanię o kanony wiary.
Pastor Martin Luther King walcząc z segregacją rasową w Stanach
Zjednoczonych odwoływał się do kanonów wiary chrześcijańskiej. Argumentował:
jak można pogodzić tekst Pisma Świętego z dzieleniem ludzi według
rasy?
A premier Jean Chretien i kandydat na premiera Paul Martin twierdzą,
że watykańska "dyrektywa" (jak określają list Stolicy
Apostolskiej) wykracza poza przyjęte zasady i jest zbyt wąskim spojrzeniem
na całokształt zagadnienia. Widać - wiara jest tym panom potrzebna,
gdy chcą załatwić coś, co im się z innych całkiem przyczyn podoba,
ale przeszkadza im ona, gdy reguły kościoła przeszkadzają w wykonaniu
czegoś, co ich zdaniem przyniesie im głosy wyborcze hałaśliwych
grup nacisku.
Warto byłoby przypomnieć tym panom, że uchwaleniem ustawy o małżeństwach
homoseksualnych mogą zarówno zdobyć głosy środowiska homoseksualistów,
jak i utracić głosy - na przykład - katolickiej Polonii.
Sierpień 2003
|