Klapsy surowo zabronione
W nawale kuriozalnych wiadomości, jakie można znaleźć w dokładniejszym
serwisie informacji o wydarzeniach w Kanadzie, moją uwagę przyciągnęła
ostatnio depesza na temat krytycznej oceny ustawodawstwa kanadyjskiego
dokonana przez ONZ-owską komisję do spraw ochrony praw dziecka.
Otóż komisja, głosem swojej szczególnie aktywnej członkini, pani
Moushiry Khattab z Egiptu, ostro upomniała Kanadę, że oto parlament
w Ottawie ma jak najprędzej znieść przepis prawny dopuszczający
wymierzanie kanadyjskim dzieciom klapsów w jako kary za drobne przewinienia.
Upomnienie to jest z co najmniej dwóch względów zastanawiające,
a nawet wręcz kuriozalne.
Po pierwsze - upomina nas (co prawda w imieniu ONZ, ale zawsze)
przedstawicielka Egiptu, gdzie nie tyko dzieci są nadal karane cieleśnie,
ale nawet gdzie dopuszczona prawem jest niemalże niewolnicza praca
dzieci w zakładach tekstylnych za wynagrodzenie, jakiego nie przyjęłoby
żadne kanadyjskie dziecko nawet w charakterze jałmużny. Przedstawicielka
Egiptu, gdzie jeszcze trzy lata temu kara chłosty była regularnie
stosowaną formą dyscypliny. Nie tylko wobec dzieci, ale i wobec
dorosłych. Upomina nas kobieta, która otwarcie przyznaje, że sama
karała swoje dzieci karami cielesnymi, gdy były mniejsze.
Jeśli nie jest to jeszcze szczyt hipokryzji, to w każdym razie
coś bardzo bliskiego.
Druga przyczyna, dla której cała ta operacja wydaje mi się kuriozalna,
to fakt, że tak właściwie, to rząd w Ottawie sam sobie zafundował
to upomnienie. Mało, że administracja federalna finansuje (poprzez
specjalny status podatkowy), działalność specjalnych grup nacisku
i organizacji zabiegających o zmianę stanu prawnego w Kanadzie,
to jeszcze ostatnio z kieszeni nas wszystkich, czyli z podatków
wpłacanych ze skarbu państwa, uregulowany został rachunek za pracę
prywatnej kancelarii adwokackiej związaną z wniesieniem skargi na
rząd, że nie zmienił dotychczas prawa o karaniu cielesnym dzieci.
Reasumując - sami płacimy za to, by nas strofowano, upominano,
przekonywano do czegoś, co uznajemy za bzdurne, by nas wytykano
na arenie międzynarodowej jako kraj prześladujący i maltretujący
dzieci. By jakąś hipokrytka z Egiptu rezydująca w kulturalnej Szwajcarii
poprawiała sobie samopoczucie lżąc Kanadę i nawołując rząd kraju
do czegoś, czego sama nie uznaje i nie stosuje.
Zaiste, kuriozalna forma troski o dobro Kanadyjczyków i renomę
Kanady na arenie międzynarodowej.
Październik 2003
|