Na lep obietnic
W czasie kampanii wyborczej nowy premier Ontario Dalton McGuinty
naobiecywał tyle, że teraz może spokojnie nie dotrzymywać składanych
obietnic. Nawet gdyby raz na tydzień okazywało się, że którejś kolejnej
nie dotrzymał, i tak wystarczy mu ich na cztery lata z okładem.
Wiadomo, że wyborcy idą na lep obietnic i wyraźnie ontaryjscy wyborcy
nie byli w tegorocznych wyborach wyjątkiem. Zastanawia jednak cynizm
polityka, który obiecuje, obiecuje, obiecuje...
Weźmy na przykład sprawę moreny Oak Ridges. Jest to teren ekologicznie
ważny i wrażliwy, więc - zdaniem miłośników przyrody, czystego powietrza
i czystej wody - nie należy tu nic budować; a co najwyżej domki
dla ptaków. Jednocześnie jednak morena leży między Toronto a Richmond
Hill, więc lokalizacja ta odpowiada wielu zamożnym torontończykom,
bo to stosunkowo blisko do centrum, a już jakby na wsi.
Poprzedni rząd zwolnił niewielką części moreny pod zabudowę na
podstawie tak rygorystycznych zastrzeżeń i po tak dokładnej analizie
ekologicznej, że nawet najzagorzalsze organizacje ekologiczne powiedziały:
"Zgoda". Uzyskano kompromis.
W trakcie kampanii wyborczej Dalton McGuinty podniósł sprawę zabudowy
moreny, chociaż była to już w pewnym sensie sprawa załatwiona. Demagogicznymi
zapewnieniami, że nie zezwoli na niszczenie moreny, Dalton McGuinty
wyciągnął raz jeszcze sprawę na światło dzienne i dyskretnie plując
na konserwatystów, jako niszczycieli przyrody, wrogów ptaszków i
czystej wody, zażegnał się kilkakrotnie - cytuję - "Nie pozwolimy
na budowę 6600 domów na morenie Oak Ridges."
Nie minął miesiąc od przejęcia władzy w prowincji, a oto rząd premiera
Daltona McGuinty zawiera umowę z inwestorami i zezwala na budowę
5600 domów na morenie. Wytargował tysiąc domów, czyli około 15 procent.
Ale osiem osiedli powstanie.
Czy to dobrze, czy źle - nie mnie sądzić, bo kiepskim jestem przyrodnikiem
i na ochronie terenów zielonych nie znam się. Ale proszę mi wytłumaczyć
- po co premier Dalton McGuinty obiecywał? Nie wiedział, co obiecuje?
- to co z niego za premier! Wiedział, ale obiecywał, bo tak mu wypadało
z tak zwanej strategii kampanii wyborczej? Tfu! Co za elastyczność
stanowiska. Piskorz by się załamał.
A najgorsze, że taki oto człowiek bez twarzy i honoru rządzić będzie
Ontario przez najbliższe cztery lata. Mamy za swoje.
Listopad 2003
|