Historia do rewizji
W minionym tygodniu, w kontekście ważkich wydarzeń, jak na przykład
zjednoczenie kanadyjskich prawicowych partii politycznych, agencje
doniosły też o formalnych przeprosinach kanadyjskich władz wobec
Akadian za wygnanie ich z ziem dzisiejszego Nowego Brunszwiku przed
250 laty. Sprawa jest tak marginalna, że pozostała niemal niezauważona.
A jednak przeprosiny te wydają mi się dość istotne dla oceny bieżącej
sytuacji na kanadyjskiej arenie politycznej.
Wygnanie Akadian to dziwny epizod w dziejach Kanady. Sprawa zrodziła
się z decyzji Francji, która bardziej dbała o swoje posiadłości
na Karaibach niż o tak zwaną Nowa Francję i oddała swoją kolonię
wraz z kolonistami Anglikom na mocy traktatu w Utrechcie. Francuscy
osadnicy przeszli pod administrację Londynu. Wiodło im się w nowej
sytuacji całkiem nieźle - pierwsza połowa XVIII wieku określana
jest w historiografii jako złoty wiek Akadii.
Wojna Anglii i Francji na terenie Kanady nadal jednak trwała, aż
w końcu gubernator Charles Lawrence znalazł się w sytuacji, w której
musiał zażądać, by Akadianie przynajmniej złożyli formalną przysięgę
na wierność brytyjskiej koronie. Nie chodziło o zaangażowanie Akadian
do walki z Francją, ale o proste stwierdzenie, że przysięgają nie
chwycić za broń przeciwko Anglikom, jeżeli nadal chcą mieszkać na
terenie kolonii.
W kontekście XVIII wieku sprawa jest całkiem zrozumiała i obiektywni,
nie-akadyjscy historycy nie mają z tym żadnego problemu. Żadna administracja
na świecie nie może zgodzić się, by połowa podległych jej mieszkańców
mogła - w świetle obowiązującego prawa - czynnie walczyć przeciwko
rządowi.
Gdy Akadianie odmówili - jedenaście tysięcy tych kolonistów wywieziono
z tych terenów dając im do wyboru, czy chcą wracać do Francji, czy
też pozostać w innych koloniach francuskich, na przykład dzisiejszej
Luizjanie.
Jak wspomniałem - rzetelni historycy patrzą na ten epizod ze zrozumieniem.
Nie były to metody, które da się zastosować dzisiaj, ale jak na
XVIII wiek Anglicy zachowali się raczej powściągliwie.
A teraz, po 250 latach, hałaśliwa mniejszość wymogła na królowej
Elżbiecie II i na rządzie w Ottawie przeprosiny za ową eksmisję.
A rząd zgodził się. I tak oto dla bieżących potrzeb i korzyści politycznych
dokonano kolejnej rewizji kanadyjskiej historii. Kłania się państwu
zza grobu niejaki George Orwell. Rozsławiony jego książką "Rok
1984" już minął i ostrzeżenia wybitnego myśliciela można -
jak widać - lekceważyć. Bo co tam historia...
Chociaż - może przynajmniej my, Polacy, którym historię przepisywano
tylekroć, powinniśmy właściwie ocenić decyzję władz w Ottawie.
Grudzień 2003
|