Kto tu rządzi?
Premier Dalton McGuinty krąży po prowincji i płacze, że mu brakuje
5,6 miliarda dolarów. Można człowiekowi współczuć, bo to olbrzymia
suma. Można też doradzić, jak tę dziurę w budżecie ma załatać. Poważę
się na to drugie.
Jak wie to każdy zajmujący się domowym budżetem - gdy braknie gotówki,
trzeba z czegoś zrezygnować. Ewentualnie - sprzedać coś, co się
ma, by uzyskane pieniądze wyrównały niedobór. Skarb prowincji Ontario
ma dużo rzeczy do wyprzedania, ale nie chce uciekać się do takiego
rozwiązania. Dlaczego? Oto kwestia warta zastanowienia.
Skarb prowincji ma na przykład "dojną krowę" w postaci
monopolu spirytusowego LCBO. Można to sprzedać na rynek prywatny.
Zrobiła to Alberta. Z jakim skutkiem? Ceny na wyroby alkoholowe
w Albercie są niższe niż w Ontario. LCBO wprawdzie twierdzi, że
jest odwrotnie, ale na wszelki wypadek odmawia zaprezentowania swoich
wyliczeń, wbrew ustawie o dostępie do informacji.
Po drugie: klienci albertańskich sklepów monopolowych mają większy
wybór. Na listach asortymentowych w Albercie znajduje się na przykład
18.800 wyrobów, a w wielokrotnie większym i zróżnicowanym etnicznie
Ontario - nieco ponad 13 tysięcy gatunków.
Po trzecie: statystyki policyjne wykazują, że przejście monopolu
spirytusowego w prywatne ręce sprzyja walce z przestępczością. Wprawdzie
ogólna liczba przestępstw w Calgary popełnianych w tego rodzaju
sklepach wrosła, ale to nic dziwnego. Liczba sklepów monopolowych
wzrosła od prywatyzacji ośmiokrotnie. A wskaźnik przestępczości
względem liczby sklepów systematycznie spada.
Wreszcie - czy to się może opłacać. Może. Rząd dostaje od LCBO
niemal miliard dolarów rocznie w zyskach. Ale w znacznie mniejszej
Albercie rząd ściąga z sektora handlu wódką pół miliarda dolarów
w podatkach. Ile ściągnąłby premier McGuinty z ontaryjskich sklepów
- trudno sobie wyobrazić. A sama cena sprzedaży załatałaby większą
cześć budżetowej "deficytowej" dziury.
Skoro jest to takie proste i oczywiste - dlaczego premier McGuinty
nie chce sprzedać LCBO? Bowiem na sprzedaży państwowego monopolu
traci jedna, ale bardzo ważna dla premiera grupa - działacze związkowi.
Składki pracowników LCBO przestaną płynąć do kieszeni związkowych
bossów. A wszak to oni wsparli premiera w czasie kampanii. Pora
odwdzięczyć się im.
Dlatego, kupując w LCBO, płacimy drożej za mniejszy wybór w gorszych
warunkach i z mniej uprzejmą (jak to potwierdzi każdy, kto bywał
w Albercie) obsługą. A związkowcy mają się świetnie, dzięki swojemu
kumplowi w rządzie.
Styczeń 2004
|