Po uzyskaniu koncesji na teren eksploatacji
- sprzedał ją grupie detroickich finansistów zgromadzonych
wokół Sigmunda Rothschilda. Detroitczycy wybudowali pierwsze
instalacje odsiewania złota. W kilka lat później Boyle umiejętnymi
operacjami finansowo-giełdowymi odzyskał tytuł własności do
pola i odtąd Canadian Klondyke Mining Co. dostarczała dochodów
już tylko jemu.
Rozbudowywał firmę dalej, aż w 1913 roku osiągnęła ona dochód
z pól Klondike astronomicznej wprost wielkości - wydobyła
niemal 86 tysięcy uncji złota o wartości (wówczas) niemal
półtora miliona dolarów. Joseph Boyle mógł mieć świadomość,
że jest jednym z niewielu, których złoto z Klondike wyniosło
z codziennej szarości w najwyższe sfery finansowe kontynentu.
To, co chłopak z Woodstock zaczął, miało trwać przez wiele
lat po nim - ostatnia maszyna górnicza zamilkła na polach
Klondike w 1966 roku.
Nie na złotonośnej fortunie koniec jednak barwnego życia
Josepha Boyle'a. Gdy wybuchła I wojna światowa, Boyle z własnej
kieszeni finansuje sformowanie pułku piechoty uzbrojonej w
broń maszynową i wysyła jednostkę na pola bitew w Europie.
Sam jedzie z nimi i otrzymuje w Wielkiej Brytanii honorowy
stopień oficerski. Amerykańska Komisja Inżynieryjna postanawia
wykorzystać jego doświadczenie i talent organizacyjny i wysyła
go do Rosji, gdzie tuż przed rewolucją sowiecką Boyle reorganizuje
rozpadający się system połączeń kolejowych. Jemu dopiero udało
się rozwiązać znany do dziś w historii transportu tzw. węzeł
moskiewski, kiedy to 10 tysięcy wagonów stłoczonych na torach
wokół miasta kompletnie unieruchomiło rosyjską kolej.
W grudniu 1917 roku, w obliczu rewolty komunistów, Boyle
wydobywa z banków moskiewskich aktywa rumuńskie i pojawia
się na dworze w Bukareszcie. Do dzisiaj niejasne są kulisy
jego kolejnej podroży do Rosji, do Odessy, skąd we współpracy
z agentami brytyjskiej Secret Service udało mu się wydobyć
kilkudziesięciu dyplomatów rumuńskich.
Wysoki, przystojny, potężnej budowy błękitnooki mężczyzna
owiany legendą przygód i dokonań od Jukonu po Moskwę - Joseph
Boyle podbił serce rumuńskiej królowej Marie. Wspomina go
niezwykle ciepło w swych dziennikach. Gdy w 1923 roku Boyle
umiera na zawał serca, rumuńska monarchini zasadzi na jego
grobie dzikie wino.
Dopiero w 1983 roku prochy Josepha Boyle'a, postaci niezwykłej,
a niemal całkowicie zapomnianej w jego rodzinnym kraju, powróciły
do Kanady sprowadzone na cmentarz w Woodstock. Przeszczepiono
też winorośl posadzoną przez królewską (najprawdopodobniej)
kochankę ontaryjskiego chłopaka. A na płycie wyryty jest wybrany
przez nią wers z poematu Roberta Service'a - jukońskiego urzędnika
bankowego, który w poezji chciał unieśmiertelnić epopeję Klondike:
"człowiek o sercu Wikinga
i prostej wierze dziecka."
|