W 1844 roku zdolności Johna Rae docenił szef
Kompanii, George Simpson, który polecił młodemu wiekiem, chociaż
już nie doświadczeniem i zdobytą wiedzą, człowiekowi Kompanii,
by przygotował się do innych zadań. Miał zbadać i nanieść
na mapy nieznane jeszcze wówczas nawet Europejczykom z Kompanii
Hudsona północne wybrzeże arktycznego archipelagu Kanady.
John Rae opuścił Moose Factory i dotarł do Upper Fort Garry
rzekami, a następnie do Sault St. Marie - na piechotę. Niemal
dwa tysiące kilometrów przez całkowite bezdroża! Jak pisze
on sam, jego towarzysz podróży stracił na wadze z wysiłku
13 kilogramów. Dr Rae przytył.
W latach 40-tych i 50- tych XIX wieku John Rae odbył cztery
podróże badawcze na daleką północ Kanady. Przebył, najczęściej
na piechotę, ponad 15 tysięcy kilometrów. Zbadał i naniósł
na mapy kontury niemal 3 tysięcy kilometrów wybrzeża arktycznego
archipelagu.
Żył jak Indianie i Inuici - i prawdopodobnie tylko dzięki
temu, że zdołał przełamać ówczesne uprzedzenia, przetrwał.
A jednocześnie - czynił rzetelne obserwacje naukowe. Stał
się w tych latach bodajże największym autorytetem w zakresie
północno-kanadyjskiego ptactwa i dzikiej zwierzyny. Jego wkład
w rozwój nauki owocuje później członkostwem najważniejszych
instytucji naukowych Kanady i Wielkiej Brytanii.
John Rae dokonał także dzieła, którego nie zdołali zrealizować
członkowie licznych, finansowanych przez rząd brytyjski ekspedycji
w kanadyjską Arktykę - wyjaśnił los uczestników zaginionej
wyprawy Sir Johna Franklina z 1845 roku. Wyjaśnienie to nie
przypadło do gustu opinii publicznej w Anglii: okazało się,
że uczestnicy wyprawy byli może i bohaterami, ale na pewno
źle przygotowali się do swego zadania. A w ostatecznych chwilach,
starając się o uratowanie życia w arktycznej pustyni, uciekli
się prawdopodobnie do ludożerstwa.
Gdy John Rae odkrył i ujawnił te mało chwalebne szczegóły
postępowania angielskich dżentelmenów w kanadyjskiej Arktyce
- opinia publiczna zwróciła się nie tyle przeciwko ludziom
winnym katastrofy wyprawy Franklina, co przeciwko człowiekowi,
który jej tajemnicę wyjaśnił.
Jednego tylko John Rae nigdy się w życiu nie nauczył - dbać
o własny interes i własną karierę. W Kompanii Zatoki Hudsona
awansował i był doceniany, ale popularna wizja historii wielkich
odkryć geograficznych ziemi kanadyjskiej jakoś nie może przekonać
się i docenić wkładu skromnego, cichego lekarza z Orkad w
rozwój wiedzy o Kanadzie. Za wyjaśnienie losów Franklina i
jego ludzi John Rae otrzymał zadeklarowaną przez parlament
nagrodę 10 tysięcy funtów, ale wiele olbrzymich zasług Rae'a
dla geografii i topografii Kanady przypisują sobie dzisiaj
inni.
W 1856 roku, po niemal 35 latach służby, John Rae przyjął
całkiem hojną emeryturę Hudson's Bay Company i na jakiś czas
osiadł w ontaryjskim Hamilton. Nawet tutaj, w już ucywilizowanych
okolicach pozostało w wielkim odkrywcy coś z przekornego i
- jak mówili zawistni - zdziczałego mieszkańca dalekiej północy.
Podobno któregoś razu, zaproszony na kolację do Toronto, pokonał
dystans 60 kilometrów... na piechotę.
Wreszcie jednak odjechał do swej rodzinnej Anglii, gdzie
ożenił się i osiadł w Londynie. Wrócił jeszcze raz do Kanady,
gdy potrzebowano znawcy tych ziem, by wytyczyć szlak transkontynentalnej
linii telegraficznej. Niemniej, nie został w Kanadzie - w
Londynie odgrywał rolę eksperta w zakresie Arktyki, pisał
i publikował naukowe rozprawy z tej dziedziny, brał udział
w pracach Królewskiego Towarzystwa. Zmarł w wieku 80 lat i
pochowany został na rodzinnych Orkadach - za oceanem od Kanady,
której tak wielkie połacie odkrył i przemierzył na piechotę.
|