| I w ocenach krytyków: jeden z brytyjskich
znawców określił prace Colville'a jako punkt zwrotny w sztuce
XX wieku, podczas gdy krytyk torontońskiego dziennika stwierdził,
że nie mają one żadnej konsekwencji dla współczesnej twórczości
plastycznej.
Jakie skojarzenie wywołują jego płótna? Christopher Ondaatje,
torontoński finansista i kolekcjoner sztuki, dzięki którego
pomocy Art Galery of Nova Scotia wzbogaciła się o płótno Colville'a
zatytułowane "Ocean Limited", jest zdania, że obrazy
nowoszkockiego artysty wywołują u każdego widza uczucie, iż
coś strasznego za chwilę się nieuchronnie stanie. Sam Colville
jest tym poniekąd zaskoczony. "Inni widzą w tych obrazach
więcej niż ja" - mówi. I dodaje: "Maluję chwile,
w których wszystko jest doskonałe i coś odsłania się nam".
Malarska wizja Alexa Colville'a powstała na gruncie olbrzymiego
zakresu lektur. Sam artysta przyznaje się do wpływów wyobraźni
Josepha Conrada i Tomasza Manna, filozofów Martina Heideggera
i Hanny Arendt - a przede wszystkim: do wpływu, jaki na jego
wyobraźnię miały tragiczne obrazy, które zobaczył na froncie
II wojny światowej.
Alex Colville, artysta wyjątkowo zamożny, ubierający się
w eleganckie stroje od najlepszych krawców Europy, jeżdżący
luksusowymi samochodami i zatrzymujący się w najbardziej eleganckich
hotelach w czasie swych licznych podróży po Ameryce i Europie,
urodził się w Toronto w rodzinie stalownika. Miał 9 lat, gdy
przywieziono go do Nowej Szkocji. Z młodości pamięta dwa dokonane
wówczas wybory - nie będzie żył jak niewolnik, oraz zostanie
artystą, a nie prawnikiem, politykiem czy oficerem. Ukończył
uniwersytet Mount Allison w Sackville w Nowym Brunszwiku (ale
tuż przy granicy z Nową Szkocją) i w tym samym roku ożenił
się z koleżanką z wydziału Rhodą Wright. Są małżeństwem do
dzisiaj.
Wstąpił do armii kanadyjskiej, by zostać artystą wojennym.
Malował lądowanie wojsk alianckich na południu Francji i marsz
kanadyjskiej piechoty przez Holandię do serca Niemiec. Jego
125 prac jest dzisiaj częścią zbiorów Canadian War Museum.
Po wojnie przez 13 lat wykładał sztukę na swej macierzystej
uczelni, by w końcu całkowicie poświęcić się malarstwu.
Był to czas największej świetności Jacksona Pollocka i abstrakcjonistów,
a Alex Colville - przynajmniej na pierwszy rzut oka - uprawiał
malarstwo realistyczne. "Nigdy nie interesowało mnie
zbytnio, co robią inni" - mówi. I do dzisiaj ta zasada
zdaje się kierować jego twórczością.
Uznanie przyszło najpierw z Europy. Retrospektywa w Art
Gallery of Ontario w 1983 roku nie utrwaliła jeszcze reputacji
Colville'a w środowisku kanadyjskich artystów i krytyków.
A jednak dzisiaj jego dzieła wiszą w galeriach publicznych
i w prywatnych kolekcjach od Niemiec po Japonię. Malarz, nawet
po odliczeniu 50-procentowego udziału pośrednika, nie może
narzekać na brak pieniędzy. Ani - wreszcie - na brak uznania
w kraju. Wszak otrzymał Order Kanady - najwyższe cywilne odznaczenie
kraju. Świat artystyczny uważa go za odludka, lecz Colville
- jak mówi - woli malować niż rozmawiać o malarstwie.
Gdy jedzie na swoim rowerze przez małe miasteczko Wolfville
w Nowej Szkocji, wygląda jak zwykły emeryt. A jak historia
oceni jego wkład w sztukę Kanady XX wieku? "Chodzi o
to" - stwierdza "by robić, co się da. A czy jest
się wielkim, czy nie - któż to wie?"
|