Ta decyzja okazała się doskonała w skutkach. W krótkim czasie
Cavelier de la Salle zostaje bodajże najbogatszym, a na pewno
najlepiej znanym kupcem w handlu futrami Montrealu. Zgodnie
z tradycjami owego handlu - nie siedzi za biurkiem w montrealskim
forcie, lecz sam pokonuje setki kilometrów indiańskich terenów,
korzystając między innymi ze szlaku doliną rzeki Humber. Topograficzne
elementy tych okolic nosiły wówczas jeszcze jedynie indiańskie
nazwy. W notatkach de la Salle'a po raz pierwszy pojawia się
nazwa "Toronto" - wówczas jeszcze na określenie
jeziora u źródeł rzeki Humber, dzisiaj znanego jako jezioro
Simcoe.
W 1681 roku, poznawszy nieźle okolice dzisiejszej stolicy
Ontario, Cavelier de la Salle podejmuje największą ekspedycję
swego krótkiego życia - poprzez dolinę Humber i Wielkie Jeziora
postanawia dotrzeć do wielkiej rzeki płynącej na południe
środkiem amerykańskiego kontynentu. Po niemal ośmiu miesiącach
podróży przez całkowicie obce Europejczykom ziemie osiąga
bieg Mississippi i kończy ponad tysiąckilometrowy spływ tą
rzeką do jej ujścia. Tu Cavelier de la Salle zatknie sztandar
króla Francji i obejmie we władanie francuskiej korony "wszystkie
ziemie na wschód i na zachód od tej rzeki". Za jednym
zamachem, jedną podróżą rozszerza kilkakrotnie granice Nowej
Francji, tworzy fakty dokonane, które w późniejszych latach
przysporzą Francji tyle dochodu, tyle chwały, a wreszcie -
tyle kłopotu. Jeśli dzisiaj w Nowym Orleanie pobrzmiewają
ślady francuszczyzny, sprawcą tego fenomenu był Cavelier de
la Salle.
Ukończywszy wielką podróż, de la Salle udaje się do Paryża
i prosi króla o dwa okręty, by założyć fort i kolonię u ujścia
Mississippi. Król przebija petenta i oferuje mu pod komendę
cztery okręty i ponad trzystu kolonistów, żołnierzy i misjonarzy.
De la Salle widzi się w marzeniach gubernatorem największego
terytorium kolonijnego na Nowej Ziemi.
Fortuna jednak przestaje mu sprzyjać, a może raczej w końcu
wystawia mu rachunek za jego nieznośny, autokratyczny charakter.
Cavelier de la Salle nie potrafi dowodzić powierzonymi mu
ludźmi, bezustannie wywołuje spory i doprowadza swych podkomendnych
do granicy buntu. W takiej atmosferze odwraca się też od niego
szczęście, niezbędne każdemu odkrywcy.
Błędna nawigacja przez wody Zatoki Meksykańskiej nie pozwala
mu dotrzeć do celu - ujścia Mississippi. Jeszcze w morzu flotylla
traci dwa z czterech okrętów, a następne dwa rozbijają się
w sztormie u brzegów. Tropikalne warunki dziesiątkują ekspedycję.
Gdy nadchodzi rok 1687, z wyprawy pozostaje przy życiu zaledwie
trzydzieści kilka osób.
Cavelier de la Salle podejmuje ostatnią próbę - dotrzeć
do francuskich fortów w rejonie Wielkich Jezior. Na czele
grupy siedemnastu najsilniejszych wyrusza na północ. W trudnych
warunkach i zmagając się z niepowodzeniami, Cavelier de la
Salle nie potrafi już kontrolować swego nieznośnego charakteru.
W szeregach mnożą się zalążki buntu, aż wreszcie 19-go marca
1687 roku, gdzieś w dorzeczu Mississippi, dwóch z jego podkomendnych
morduje dowódcę wyprawy. Jego ciało zabójcy pozostawiają dzikim
zwierzętom na pożarcie.
Z całej ekspedycji przy życiu ostało się zaledwie sześciu
ludzi. Ale w ponad sto lat później cesarz Francuzów Napoleon
Bonaparte sprzeda Stanom Zjednoczonym ziemie objęte dla Francji
przez Caveliera de la Salle w ramach bodajże największej w
dziejach transakcji handlu nieruchomościami, tzw. Louisiana
Purchase. Dochód ze sprzedaży tych ziem pozwoli Napoleonowi
sfinansować ekspedycję na Moskwę.
|