Jaka Kanada

Od arktycznych pustkowi Terytoriów Północno-Zachodnich po winnice południowego Ontario, od zagubionych w bezkresach prerii farm Manitoby i Saskatchewanu po wielkomiejski gwar Toronto i Montrealu, od pielęgnującego szkockie tradycje miasteczka Antigonish w Nowej Szkocji po indiańskie osady Brytyjskiej Kolumbii - jaka jest Kanada? Od lat czytam najróżniejsze opisy tej ziemi, od lat śledzę ważne i mniej istotne wydarzenia tu zachodzące, rozmawiam z ludźmi, staram się poznać i zrozumieć kraj, który stał się moją drugą ojczyzną. Ostatecznej odpowiedzi na powyższe pytanie nadal nie znalazłem.

Kilkanaście lat temu zacząłem zbierać reporterskie szkice do portretu Kanady. Pojawiły się najpierw na falach eteru - w audycjach polskiej sekcji Radio Canada International. Gdy pod koniec lat 80-tych program tej stacji na falach krótkich zamilkł, było już za późno - wpadłem w nałóg kolekcjonowania historyjek, opowieści, szkiców z podróży po tym kraju, sylwetek współczesnych Kanadyjczyków i historycznych anegdot. Rosnąca kolekcja zmieniała charakter i kolejne szkice dopasowywane były do wymogów już nie mikrofonu stacji radiowej, lecz łamów polonijnej prasy. Potem raz jeszcze moje kanadyjskie szkice wróciły na antenę, gdy przez rok prezentowałem je na falach polonijnej rozgłośni radiowej w Toronto. Wreszcie - spojrzałem na zgromadzone bogactwo ponad trzystu kamyków reporterskiej mozaiki i stwierdziłem, że kolekcja urosła do rozmiarów tomu.

W powszechnej świadomości Polaków nadal maluje się obraz Kanady namalowany przed laty przez Arkadego Fiedlera. Tytuł jego książki jest tak chwytliwy, iż słowa "Kanada pachnąca żywicą" weszły na dobre do skarbnicy polskiej frazeologii. I dobrze. Gorzej, że wizerunek Kanady zawarty w tej książce nie odpowiada dzisiejszej rzeczywistości (jeśli w ogóle odpowiadał kiedyś ówczesnej - namalowany pędzlem propagandzisty lat Zimnej Wojny). Myślę, że dzisiejsza Kanada - jedno z ważniejszych, a zarazem mniej znanych państw współczesnego świata - zasługuje na nieco bardziej rzetelny i aktualny portret.

Pozornie, moje szkice są przypadkowe i nieuporządkowane. Pozornie. Jeśli wydają się takie, to dlatego, iż są zaledwie drobnymi kamykami w naprawdę wielkiej kanadyjskiej mozaice. A rozmiary tej mozaiki określa nie tylko terytorium tego gigantycznego kraju, drugiego pod względem rozciągłości terytorium kraju na świecie. Także - ponieważ wbrew powszechnym przekonaniom, Kanada jest krajem rozległym nie tylko w przestrzeni, ale i w czasie. Dzieje Kanady spisane przez historyków sięgają wprawdzie tylko końca XVI wieku, ale - po pierwsze: dodać do tego należałoby kilka lub kilkanaście wieków prehistorii, czyli dziejów kanadyjskich Indian i Inuitów, a po drugie: historia Kanady oszałamia bogactwem i różnorodnością. To przecież historia wielu jakże odmiennych społeczności, których członkowie osiedlali się na wydzieranym Indianom terytorium.

Stąd też w moich szkicach tyle sylwetek postaci z przeszłości i teraźniejszości Kanady. Kluczem do poznania i zrozumienia tego kraju są biografie jego twórców, budowniczych, mieszkańców, a nie zawiłe analizy zachodzących tu zjawisk na skalę makroekonomiczną czy społeczną. Nie oznacza to, iż kanadyjscy historycy stronią od historii gospodarczej czy politycznej; oznacza to jedynie, iż nie można zrozumieć zachodzących w Kanadzie zjawisk gospodarczych czy społecznych bez znajomości i zrozumienia niezwykłej mieszanki ludów, z której wyłonił się kanadyjski naród.

W potocznym wyobrażeniu świata, Kanada jest krajem nieco dziwnym. Jest to kraj wielki, ale zarazem o nielicznej ludności. Ze względu na swój potencjał gospodarczy, Kanada należy do ekskluzywnego klubu siedmiu najważniejszych państw uprzemysłowionych, ale nazwa kraju nie przychodzi automatycznie na myśl, gdy mówimy o potęgach gospodarczych na skalę międzynarodową - tak, jak to jest w przypadku chociażby Japonii, Francji, Niemiec czy Wielkiej Brytanii. Jedną z bardziej charakterystycznych cech tego kraju i jego mieszkańców jest swoista anonimowość, skłonność do unikania świateł rampy na międzynarodowej scenie. Obecność wielkiego i posługującego się tym samym językiem sąsiada za południową granicą Kanady, Stanów Zjednoczonych, usuwa nieco w cień potencjał i dorobek Kanadyjczyków.

Jakże często światowej publiczności znane są nazwiska i osiągnięcia wybitnych Kanadyjczyków, ale nie zauważona pozostaje ich narodowość. A przecież Kanadyjczykami są lub byli światowej sławy piosenkarze Leonard Cohen, Gordon Lightfoot i Paul Anka, muzyk jazzowy Oscar Peterson, magnaci prasowi Max Beaverbrook i Conrad Black, potentaci światowego biznesu Ken Thomson i Ed Mirvish oraz myśliciele J. K. Galbraith i Marshall McLuhan, aktorzy filmowi Michael J. Fox, William Shattner, Leslie Nielsen, Glenn Ford, Dan Aykroyd, Margot Kidder, Raymond Burr, Donald Sutherland i sławny z serialu "Bonanza" Lorne Greene, a także jedna z największych postaci światowej kinematografii, Louis B. Mayer. Kanadyjką była autorka klasycznej powieści "Ania z Zielonego Wzgórza" Lucy Maud Montgomery. Kanadyjczykom świat zawdzięcza telefon, insulinę i odżywki dla dzieci, kombinezony lotników i międzynarodowe strefy czasu, ruch ochrony środowiska Greenpeace i telewizyjny teleturniej Jeopardy.

W masowej świadomości pokutuje wizja Kanady jako "niedokończonego" przyrostka do terytorium Stanów Zjednoczonych. Oto fragment kontynentu, który właściwie powinien znaleźć się pod flagą USA, a tylko przypadek (rzekomo) sprawił, że ponad dwieście lat temu ziemia ta pozostała pod zarządem brytyjskiej Korony i w ten sposób "spóźniła się" na swój historyczny pociąg, pozostając na marginesie dziejów. Nic bardziej błędnego. W dobie amerykańskiej wojny o niepodległość pod koniec XVIII wieku Kanada pozostała przy strukturze kolonialnej zależności od Wielkiej Brytanii, bo tak chcieli jej ówcześni mieszkańcy. Kanada do dzisiaj pozostaje odrębnym i niezależnym państwem, bo tego pragną jej dzisiejsi obywatele. Bowiem Kanada jest inna niż Stany Zjednoczone.

Do narodowej mitologii Kanady przeszła opowieść o legendarnym oficerze kanadyjskiej policji federalnej (czyli Królewskiej Kanadyjskiej Policji Konnej) Samie Steele, któremu rząd w Ottawie powierzył misję utrzymania porządku w rejonie Klondike, gdy wybuchła tam na początku XX wieku gorączka złota. Poszukiwacze złota nie należeli do ludzi spokojnych i łagodnych, a spory między nimi - czy to przed, czy po znalezieniu majątku w złotonośnych strumieniach - zwykle kończyły się krwawo, bowiem stawka była zwykle wysoka i łatwo przeliczalna na brzęczącą walutę. Tak wielki jednak był autorytet Sama Steele i reprezentowanej przez niego instytucji, policji RCMP, że kroniki odnotowują ze zdziwieniem i uznaniem - tuż za granicą, w alaskańskim porcie Skagway, strzelaniny były na porządku dziennym. A w kanadyjskim Jukonie - cisza. Ani jednego strzału przez cały okres gorączkowego poszukiwania skarbów w jukońskich strumykach. Przypadek? - historycy, socjologowie, dziennikarze i zwykli obserwatorzy życia społecznego znający zagadnienie stwierdzą zgodnie, że o przypadku tu nie może być mowy. Gdy obywatele Stanów Zjednoczonych wybrali wolność i nieskrępowane poszukiwanie indywidualnego szczęścia, Kanadyjczycy opowiedzieli się za "dobrym", czyli sprawnie administrującym krajem rządem.

Jeden z polityków kanadyjskich w chwili euforii przedwyborczej oświadczył, że wprawdzie wiek XX jest wiekiem Stanów Zjednoczonych, ale za to następny, XXI wiek naszej ery będzie wiekiem Kanady. Nawet biorąc poprawkę na charakterystyczną dla wszystkich polityków skłonność do przesady, można stwierdzić, że jakiś cień prawdy w tym stwierdzeniu jest zawarty. Niezależnie od wszystkich swych dotychczasowych osiągnięć, Kanada jest krajem olbrzymich możliwości - tak dla każdego pojedynczego człowieka, jak i dla całego społeczeństwa. Szczodrze obdarzona przez naturę i umiejętnie stymulująca swych mieszkańców do pokazania, co potrafią - od dwustu lat Kanada rozwija się w imponującym tempie, stwarza napływającym na jej ziemie z całego świata imigrantom sprzyjające warunki indywidualnego rozwoju i z optymizmem - mimo wszelkich trapiących dziś kraj trudności - patrzy w przyszłość.

Każdy kraj świata bowiem jest taki i tylko taki, jakimi są mieszkający w nim i utożsamiający się z nim ludzie. Opowiadając kiedyś nowo przybyłemu do Kanady koledze o tym kraju, użyłem przenośni, którą wiele osób uznało potem za celną: Jaka jest naprawdę Kanada? Naprawdę, to tego kraju nie ma. Dla każdego, kto tu przyjeżdża, Kanada będzie tym, czym sam ją potrafisz zrobić. Złoży się na nią to, czym sam ją potrafisz wypełnić. Będzie taka, jaką ją sobie zbudujesz.

Gdy dobiegała końca XXV Olimpiada w Barcelonie, w zamykających Igrzyska uroczystościach sztandar Kanady na czele maszerującej reprezentacji niosła wioślarka Silken Laumann. Bezapelacyjnie - w odczuciu Kanadyjczyków - należał jej się ten zaszczyt, chociaż zdobyła zaledwie brązowy medal. Za nią dopiero maszerowali zdobywcy sześciu złotych krążków, niepokonani mistrzowie Olimpiady. Dlaczego? Na trzy miesiące przed Olimpiadą Silken Laumann padła ofiarą dramatycznego wypadku na torze wioślarskim. Rezultatem kraksy było skomplikowane złamanie nogi i zerwanie mięśni. Pierwsza diagnoza lekarzy brzmiała: najprawdopodobniej kanadyjska wioślarka nigdy nie będzie sprawnie chodzić, a o uprawianiu jakiegokolwiek sportu na poziomie wyczynowym, olimpijskim, absolutnie nie może być mowy. Start w Olimpiadzie za trzy miesiące? Wykluczone! Silken Laumann po prostu nie przyjęła do wiadomości tej diagnozy. Poddała się pięciu skomplikowanym operacjom, łącznie z przeszczepem mięśni. Wznowiła trening na torze na cztery tygodnie przed Igrzyskami. W finałowym biegu zacisnęła zęby z bólu, rzuciła na szalę wszystkie swe umiejętności techniczne i resztkę sił, prześcignęła na ostatnich metrach faworyzowaną rywalkę i zdobyła olimpijski brąz. W ocenie rodaków - na wagę złota.

W jakimś sensie jest to charakterystycznie kanadyjska historia. Historia z kraju, który dużo od swego mieszkańca wymaga, ale zarazem (a może właśnie poprzez to) dużo daje. I historia z kraju, który wcale nie zabiega o udowodnienie, że jest najlepszym na świecie. Wystarczy, że są tacy, którzy tak uważają.

Los skierował mnie do Kanady w 1984 roku. Od tamtej chwili poznaję ten kraj, uczę się jego wad i zalet i staram się przybliżyć jego charakterystykę Polakom, których tak wielu znalazło tutaj swoje miejsce. Kanada jest nadal dla Polaków krajem egzotycznym - jakże często nawet dla tych, którzy od kilku czy kilkunastu lat tutaj mieszkają. Mam nadzieję, że wybrane do tej książki opowieści wzbogacą nieco Polaków wiedzę o tym ciekawym kraju. Każda z włączonych do książki opowieści jest w gruncie rzeczy tylko szkicem - każda z opisanych tu historii, każde ze wspomnianych miejsc zasługuje w gruncie rzeczy na o wiele szersze opracowanie. Trudno - nigdy nikomu nie uda się osiągnąć wszystkich celów. Ale trzeba próbować.

A co do bobra - to miłe zwierzątko uzyskało już dawno rangę symbolu kraju na równi z klonowym listkiem. Bobrowe skórki przyciągnęły tu pierwszych Europejczyków; handel tym artykułem określił na dziesiątki lat strukturę osadnictwa i gospodarki kraju. Sympatyczne zwierzątko potraktowane zostało jak naturalne bogactwo kraju, przed zasobami lasów i pszenicznymi płodami żyznych kanadyjskich prerii. Nawet na pierwszym kanadyjskim znaczku pocztowym pojawił się właśnie bóbr, a nie klonowy listek. Kanadyjczycy lubią swój narodowy symbol - nie tylko dlatego, że od bobrowego futra rozpoczęła się historia współczesnej Kanady, ale także dlatego, że widzą w upodobaniach bobra wiele wspólnego z tym, co dla mieszkańców tego kraju jest charakterystyczne. Kanadyjczycy - jak i bobry - najlepiej czują się na łonie dzikiej przyrody, chcą i potrafią żmudnie i nieefektownie pracować, by w końcu uzyskać imponujące wyniki, a także cenią sobie spokój i życie rodzinne. Bobry - jak Kanadyjczycy - na pierwszy rzut oka nie fascynują; dopiero dłuższe z nimi obcowanie sprawia, że nabieramy do nich sympatii i uczymy się cenić ich styl życia.