Halifax
Nowa Szkocja
Niezwykłe były początki stolicy
Nowej Szkocji. Rzadko się zdarza, by moment założenia dużego
miasta znany był niemal co do godziny. A tak było w przypadku
Halifaksu. 21-go czerwca 1749 roku pułkownik Edward Cornwallis
wylądował na południowym brzegu zatoki i rozpoczął prace konstrukcyjne
nad budową miasta i umocnień. W tydzień później miał już pod
swoimi rozkazami resztę przybyłej przez Atlantyk floty 13
okrętów i ponad dwa tysiące ludzi. |
 |
I tak powstał Halifax. Angielscy kolonizatorzy wybrali
świetnie. Zatoka Halifaksu to drugi największy na świecie naturalny
port, i to na dodatek - co szczególnie cenne w tak mroźnym jak Kanada
kraju - nigdy nie zamarzający. Nic dziwnego, że miasto rozwinęło
się wspaniale. Wkrótce przekształciło się w handlowe i administracyjne
centrum nadatlantyckiej Kanady i niemal od razu także - w ważną
strategiczną bazę kanadyjskiej floty. Największy ruch panował tu
w okresie II wojny światowej, gdy to właśnie z portu Halifaksu wypływały
przez Atlantyk konwoje do Europy. A i dzisiaj, gdy flota kanadyjska
w niczym nie przypomina swej poprzedniczki z okresu świetności,
zdarzyło mi się, jadąc przez most wiszący nad wodami portu, widzieć
dwa mijające się okręty podwodne z podniesioną banderą klonowego
liścia. Złośliwi krytycy stosunku władz Kanady do wyposażenia sił
zbrojnych kraju twierdzą, że taki przypadek zdarza się raz na dziesiątki
lat.
Największy urok Halifaksu to jego stare miasto, kiedyś niezwykle
żywe - jak wszystkie portowe dzielnice na całym świecie, potem zaniedbane,
wreszcie w latach 60-tych pieczołowicie odbudowane - już z myślą
przede wszystkim o turystach. Kiedyś najwięcej zainteresowania wzbudzali
tu piraci; Halifax, w trosce bardziej o dochody z intratnego handlu
łupem niż o praworządność, niezbyt przejmował się protestami, że
porządne miasto przekształca się w gniazdo złoczyńców i rozbójników
morskich. Dzisiaj piraci przeminęli, ale najbardziej imponująca
budowla starego Halifaksu nadal nosi nazwę Targu Piratów. I zgodnie
z tradycją, łupią tam dzisiaj skórę naiwnym turystom handlarze pamiątek,
najczęściej opatrzonych dyskretnym napisem "made in China".
Ale przynajmniej mury, nabrzeża, urządzenia portowe, statki, no
i oczywiście marynarze, jak zawsze w Halifaksie żyjący z morza i
dzięki morzu, są prawdziwi. I jak najprawdziwsze są podawane we
wszystkich chyba restauracjach miasta homary - specjalność kuchni
miasta i regionu.
Większość przybyszów do Halifaksu odwiedza oczywiście starówkę,
zabytkowe fortyfikacje, niezwykle liczne w mieście parki, czasem
- z mostów i wzgórz podziwiają przepiękną panoramę zatoki. Poszukałem
nieco innych godnych uwagi obiektów. Oto na wzgórzu tuż powyżej
dzielnicy portowej - niepozorny dom. Stoi na miejscu, gdzie przybyły
z Bostonu John Bushell założył w 1751 roku (w dwa lata po założeniu
miasta) pierwszą w Kanadzie drukarnię. Tutaj ukazał się, 23-go marca
1752, pierwszy egzemplarz pierwszej kanadyjskiej gazety, Halifax
Gazette. Wydana na jednym zaledwie arkuszu papieru, zawierała zaledwie
około stu słów lokalnych wiadomości (w tym informację o dwóch pogrzebach
i aktualne ceny rynkowe wołowiny) i trochę wieści ze świata przedrukowanych
z angielskich gazet przywiezionych statkiem. No i - jakże by inaczej
na amerykańskim kontynencie - płatne ogłoszenia. Halifax Gazette
przetrwała niemal sto lat, co jest nie bez znaczenia w kraju, gdzie
znaczna większość gazet rzadko kiedy utrzymywała się na rynku nawet
sto dni. Dzisiaj, dla upamiętnienia tradycji, tytuł dziennika figuruje
na winiecie oficjalnego wydawnictwa rządu prowincji.
A nieco ponad miejscem, gdzie stała drukarnia, bieli się drewnianymi
ścianami kościół pod wezwaniem św. Pawła - pierwszy protestancki
kościół na ziemiach dzisiejszej Kanady. A w nim pamiątki strasznego
ranka 6-go grudnia 1917 roku. Wpływający do portu frachtowiec "Mont
Blanc", wyładowany materiałami wybuchowymi, zderzył się w porcie
z norweskim trampem "Imo". Wybuch, który nastąpił, był
największą eksplozją spowodowaną rękami człowieka przez następne
27 lat - aż do wybuchu bomby atomowej nad Hiroszimą. W Halifaksie
zginęło tego ranka ponad 2 tysiące ludzi. 10 tysięcy odniosło obrażenia,
200 z nich straciło wzrok. Jedna z szyb kościoła św. Pawła została
wybita, a otwór w niej ma - co do dzisiaj można tu zobaczyć - kształt
ludzkiej głowy. Kotwica nieszczęsnego statku "Mont Blanc"
leży do dzisiaj tam, gdzie ją wówczas znaleziono - ponad pięć kilometrów
od miejsca eksplozji.
A dla uczczenia pamięci ofiar katastrofy, mieszkańcy Halifaksu
ufundowali piękną, dysponującą imponującymi zbiorami bibliotekę
publiczną.
|