Kelowna
Brytyjska Kolumbia

Gdy w środku zimy opuszczałem raz Montreal, samolot toczył się po oblodzonym pasie startowym, a zwały śniegu na ulicach sięgały niemal okien mieszkań na pierwszym piętrze. Temperatura zaś - w normie: coś tak około minus 20 stopni Celsjusza. Po sześciu godzinach lotu i jednej przesiadce, wylądowałem na lotnisku w Kelownie. I przypomniała mi się uwaga, rzucona z niedowierzaniem przez jednego z bardziej nieufnych królów francuskich na widok żyrafy - Takich zwierząt nie ma. Podobnie z Kelowną - w istnienie na naszej planecie tak pięknych zakątków aż trudno uwierzyć.

Przede wszystkim, wszyscy wiedzą podobno, że Kanada pachnie żywicą. Ale nie w Kelownie; tutaj Kanada pachnie jabłkami, gruszkami, winoroślą, truskawkami, a nawet brzoskwiniami. Znajdujemy się bowiem w "stolicy" owocowego zagłębia Kanady, doliny Okanagan w prowincji Kolumbia Brytyjska, na zachodnich stokach kanadyjskich Gór Skalistych. Średnia temperatura miejscowości położonych w tej dolinie nie równa się może temperaturom panującym w co cieplejszych zakątkach Morza Śródziemnego, ale i nie odbiega od nich zbytnio. Niezwykle łagodny klimat i wyjątkowo urozmaicone ukształtowanie terenu sprawiają, że nie sposób dziwić się mieszkańcom doliny Okanagan, którzy określają ją mianem ziemskiego raju.

Okolice Kelowny najlepiej chyba nadają się właśnie do pocztówkowej fotografii. Góry Skaliste imponują swą potęgą i ogromem, ale też są na tyle daleko, że nie przytłaczają, nie ograniczają widoków i nie zasłaniają krajobrazu. A te wzniesienia, po których kręcą się okoliczne drogi, po prostu urozmaicają jazdę czy wędrówkę. Wzdłuż doliny rozciąga się przejrzyste, wyjątkowo czyste jezioro o długości ponad 110 kilometrów, a tylko na około 3 kilometry szerokie. Część mieszkańców wyprowadziła się poza samo miasteczko i wybudowała sobie (częstokroć własnoręcznie) domy na parcelach leśnych na zboczach gór, z niepowtarzalnym widokiem na taflę jeziora i przeciwległy brzeg. Poranny spacer wypada tu pośród potężnych sosen lasu pokrywającego całe zbocza. I pustka. Chociaż to jeden z bardziej zaludnionych terenów Kanady, jeśli nie liczyć ontaryjskiego zagłębia przemysłowego oczywiście, to i tak zostało tu jeszcze dość miejsca, by miłośnicy odludzia nie natykali się na siebie na każdym kroku.

Podstawą dochodów regionu jest sadownictwo i przemysł drzewny. Na drogach wokół Kelowny ciężarówki ze skrzynkami pełnymi soczystych owoców mijają się raz po raz z potężnymi drogowymi transporterami, załadowanymi świeżo ściętymi pniami. Transport takich pni to nie żarty - znaki drogowe przy szosie przypominają kierowcom o groźbie gwałtownych manewrów w bezpośrednim sąsiedztwie niezbyt zwrotnych platform tartacznych, a władze miejskie co kilka tygodni ogłaszają zamknięcie ruchu niektórych szos dla naprawy nawierzchni nie wytrzymujących obciążenia.

W samej Kelownie mieszka około 60 tysięcy mieszkańców, w okolicznych miasteczkach i osadach - może drugie tyle. A turystów przyjeżdżających tutaj o wszystkich porach roku liczy się na miliony. Największe atrakcje przypadają latem i jesienią - jabłkowe święto plonów i regaty na jeziorze Okanagan. Ta ostatnia impreza ma szczególnie niepowtarzalny charakter - amfiteatr dla widzów regat tworzą przecież zbocza rozciągniętych po obu stronach jeziora gór, więc bez kłopotów (i biletów) można z wysoka oglądać panoramę całych regat szybkich i sprawnych łodzi o bajecznie kolorowych żaglach.

Z Kelowny daleko jest do świata zewnętrznego i to oddalenie niemal czuje się w powietrzu - do najbliższego wielkiego miasta, Vancouveru, szosą dystans wynosi ponad 500 kilometrów. Mimo prasy, radia, telewizji, samolotów, telefonów i Internetu, ludzie żyją tu jakby u Pana Boga za piecem: ciepło, miło, przyjemnie i wygodnie i z dala od zgiełku nękanego jakże licznymi problemami świata. Czyż można więc się dziwić, że rok po roku przez lotnisko w Kelownie przewija się prawie tyle samo pasażerów, co przez wielki międzynarodowy port lotniczy Montrealu, Mirabel? A z lotniska, owe tłumy natychmiast ruszają w teren, niknąc gdzieś w przestronnym krajobrazie doliny Okanagan.

Zaiste, gdyby nie dowody rzeczowe w postaci pocztówek, trzeba byłoby stwierdzić z całą stanowczością, że takich miejsc jak Kelowna wcale a wcale nie ma.