Mulcaster Island
Ontario

Region Tysiąca Wysp położony jest u początku potężnej rzeki św. Wawrzyńca, rozpoczynającej swój bieg z jeziora Ontario. Gdzie wody jeziora powoli przekształcają się w rzekę, przed miliardem lat lodowiec wyżłobił tysiące większych i maleńkich wysepek. Jak obliczają kartografowie, jest ich ponad 7 tysięcy, ale popularna nazwa regionu Tysiąca Wysp utrzymała się. Tysiąc, to i tak dużo.

Region Tysiąca Wysp odgrywał zawsze istotną rolę w dziejach kraju - czy to przed przybyciem europejskich osadników, czy już w okresie formowania nowoczesnej Kanady. Tu właśnie osiedlali się pierwsi tzw. Lojaliści, czyli ludność amerykańskich kolonii Anglii, która nie stanęła po stronie zwycięskiej rewolucji amerykańskiej. Zakładali tu miasta i gospodarstwa, budowali drogi. Głównie wzdłuż brzegów rzeki św. Wawrzyńca, która stanowiła najważniejszy - do czasu budowy kolei - szlak komunikacyjny Kanady. Na wysepkach regionu rzadko kto budował swój dom - ze względów czysto praktycznych, bowiem w urodę okolicy nikt nie wątpił. I tak Tysiąc Wysp doczekało się przełomu XIX i XX wieku, gdy do innych zdobyczy cywilizacji dołączyła też nowa pasja - turystyka. Wyspy jakby na to czekały.

Po całotygodniowej pracy, mając w perspektywie wydłużony o świąteczny poniedziałek weekend, na przystani Collins Bay spuszczamy na wodę żaglówkę przyholowaną za samochodem z Montrealu. Jest godzina ósma rano, ale z Montrealu trzeba było wyjechać przed świtem, bo inaczej próżno szukać by wolnego miejsca na przystani - taki tu tłok większych i mniejszych łodzi, żaglowych i motorowych. Wreszcie na wodzie kołysze się siedmiometrowa żaglówka. Odbijamy i bierzemy kurs na wysepkę Mulcaster.

To jedna z 21 wysp zakupionych przez skarb państwa i przekształconych w park. Zarząd parku dba o czystość na wysepkach, o dobrą jakość pomostów na przystaniach, o utrzymanie w należytym stanie terenów campingowych i ognisk. Strażnicy parku nawet przygotowują drzewo na ogniska - dzięki czemu lasy porastające wysepki nie są ogałacane przez zbierających chrust na wieczorne ogniska turystów. Przy każdym pomoście - tablica informacyjna i skrzynka. W niej - cennik korzystania z terenów parku i jego urządzeń, oraz "bilety wstępu". Kto przybija do pomostu i korzysta z campingu, ten sam wypełnia kilka rubryk "biletu" (nazwisko, adres, nazwa łodzi), wkłada do załączonej koperty odpowiednią sumę i wrzuca do przymocowanej do skrytki skarbonki. Regularnie odwiedzający wyspy strażnicy parku w ten sposób zbierają opłaty za wstęp. I trzeba przyznać, że pływając od jednej do drugiej z 21 wysepek parku stwierdzamy, że system działa - na jachtach wywieszono kopie "biletów", a tereny parkowe nadal pozostają w znakomitym stanie - nie zdewastowane, nie zaśmiecone.

Po dość długiej i emocjonującej żegludze, przybijamy do wysepki Mulcaster. Ma ona niemal idealnie okrągły kształt i może ze sto metrów średnicy. Ostro wznoszącą się ponad lustro jeziora skałę wyspy gęsto porasta sosnowy las. W dwóch zatoczkach wysepki - pomosty, tereny campingowe i przygotowane paleniska. Ponieważ to jeszcze początek sezonu, dzisiaj, po zjedzeniu upieczonych w ognisku szaszłyków, na wyspie Mulcaster będziemy nocować zupełnie sami. Gdy zapadnie całkowita ciemność, gdzieś w oddali, na sąsiedniej wyspie, widać jeszcze przez ścianę drzew płomień dogasającego ogniska innej załogi. Ale to wszystko. Pod niebem rozjaśnionym światłem księżyca można by się założyć, że nic poza otoczoną mrokiem wyspą i szumem fal jeziora nie istnieje.

Gdy o szóstej rano będziemy odbijać w drogę powrotną, żegnać nas będą tylko mewy i kaczki.

Żegluga przez Region Tysiąca Wysp to niepowtarzalne przeżycie właśnie ze względu na niesłychane urozmaicenie okolicy. Wysepki łączą się w ciągi i mini-archipelagi, tworząc plątaninę kanałów, zatoczek, rozlewisk, przejść i zacisznych kryjówek. Nie zawsze można polegać na żaglach - niektóre kanały mają chwilami nie więcej niż kilka metrów szerokości. A i cały czas konieczne jest dokładne śledzenie mapy - płycizny, łachy i skały podwodne są znakomicie oznakowane - ale i tak niespodzianki (zwykle niemiłe) są na porządku dziennym. A bywa, że kanał z pozoru łatwy i łagodny do przejścia, okazuje się za płytki nawet dla łodzi o kilkudziesięciocentymetrowym zanurzeniu.

A więc - znakomity teren do w pełni aktywnego wypoczynku, tak ulubionego przez mieszkańców Kanady.